Wczoraj, 22 kwietnia, zatonęła w Zatoce Meksykańskiej platforma wiertnicza Deepwater Horizon. Była czarterowana przez koncern BP, należała jednak do notowanego na Giełdzie Szwajcarskiej koncernu Transocean Ltd. Platforma ustawiona była około 40 mil morskich na południowy wschód od miejscowości Venice (Luizjana). Jeszcze w środę kilkanście statków pomocniczych starało się zarówno zapanować nad morzem ognia jak i próbowało utrzymać platformę na powierzchni wody. Jednocześnie prowadzone były starania, by zapobiec rozlaniu się paliwa i wydobytej ropy do morza. US Coast Guard szacuje, że w ciągu zaledwie jednego dnia do morza może przedostać się około 1.200.000 litrów ropy. Jakby tego było mało, w zbiornikach platformy znajdowało się prawdopodobnie ok. 2.650.000 litrów oleju napędowego.
USCG uratowała przed zatonięciem platformy 115 ze 126 członków jej załogi, 7 z nich jest ciężko rannych. 11 osób jest wciąż zaginionych, szukają ich helikoptery i kutry ratunkowe USCG. Prowadzone są również prace mające na celu zaczopowanie odwiertu jak i wydobycie części ekwipunku. Do tej pory nie przyniosły one jednak zamierzonego rezultatu.
Odwiert Deepwater Horizon, który uznany był za zakończony we wrześniu 2009 sięgał już wtedy głębokości 10.685 m (35055 ft), nie licząc głębokości morza w miejscu ustawienia platformy (1.258 metrów /4.130 ft). Według BP jest to najgłębszy odwiert naftowy świata. Platforma Deepwater Horizon została zbudowana w Korei Południowej w 2001 roku. Jej odbudowa, jak jeszcze w nocy z czwartku na piątek podawali analitycy, mogłaby kosztować około 600 mln. USD. Katastrofa ekologiczna, przed jaką stoi wybrzeże Luizjany może być znacznie droższa. Według NOAA ropa przy obecnej sile wiatru dotrze do wybrzeży USA za 3-4 dni. Jeśli warunki się zmienią: dużo szybciej.

Zdjęcie: płonąca Deepwater Horizon przed zatonięciem / US Coast Guard

