Archive for czerwiec, 2009

Śmiertelna ofiara ataku rekina


2009
06.29

Wciąż trwa dochodzenie w sprawie ofiary śmiertelnej ataku rekina z początku tego miesiąca.
Do tragicznego wypadku doszło w pobliżu St. Johns Reef na Morzu Czerwonym (Egipt). Podczas safari, w którym brało udział kilkanaście łodzi, grupa składająca się z około 20 snorklowców obserwowała rekina. Na podstawie zeznań świadków ustalono, że był to 2,5-3 metrowy rekin białopłetwy (carcharhinus longimanus). 50-letnia Francuzka odłączyła się od grupy i oddaliwszy od rafy zbliżyła się do ryby. Kiedy wynurzyła się by zaczerpnąć powietrza, została zaatakowana i poważnie raniona w nogi. Kobietę wciągnięto na łódź (należała do grupy płynącej na łodzi  „Le Nautile“), gdzie straciła przytomność i w chwilę później  zmarła.
Wszyscy uczestnicy wraz z załogą łodzi zostali przesłuchani przez policję w Hamacie. Zaledwie kilka dni później w tym samym miejscu doszło do kolejnych ataków, w których nurek został raniony w ręce.

Zdjęcie: rekin białopłetwy (carcharhinus longimanus) / Martin Gaus

Zdjęcie: rekin białopłetwy (carcharhinus longimanus) / Martin Gaus

Jedna najbardziej wpływowych organizacji zajmujących się nurkowaniem oraz ochroną środowiska, CDWS, jak i pracownicy parku narodowego są zdania, że ostatnie ataki rekinów związane są z coraz częstszym procederem karmienia oraz drażnienia rekinów w regionie Marsa Alam i St. Johns Reef. Dodatkowym punktem zapalnym jest również nielegalne wyrzucanie odpadków żywności i śmieci przez obsługi łodzi do morza. Dochodzenie prowadzone jest przeciwko dwóm łodziom safari, które zostały przyłapane na karmieniu rekinów we wspomnianym miejscu. Właścicielom grozi odebranie koncesji oraz wysokie kary pieniężne.

Jacht-widmo na Atlantyku


2009
06.28

Belgijscy żeglarze napotkali na środku Atlantyku opuszczony jacht. Zarejestrowana we Francji jednostka poruszała się pod żaglami w słabym wietrze. Do przerażającego spotkania doszło około 400 mil morskich na zachód od Azorów. Belgowie dopiero po podejściu bliżej do dziwnie zachowującego się 35-stopowego „L’Actuel“ stwierdzili, że ciągnie on za sobą liny i części wyposażenia.

Zdjęcie: Miejsce spotkanie z „LActuel“ na zachód od Azorów / Google Maps

Zdjęcie: Miejsce spotkanie z „L'Actuel“ na zachód od Azorów / Google Maps

Sprzęt ratunkowy wysokiej jakości znajdował się na pokładzie. Chaos we wnętrzu jachtu sugerował jednak, że jednostka przeszła przez ciężki sztorm. Również jeden z żagli był poważnie uszkodzony.
Jacht należał do dwóch znanych w francuskim środowisku doświadczonych żeglarzy, którzy 24 maja b.r. na Nowej Fundlandii potwierdzili wyjście z zamiarem przekroczenia Atlantyku. Akcja poszukiwawcza jachtu rozpoczęła się już w zeszły czwartek, kiedy córka skippera po długotrwałej ciszy radiowej zameldowała służbom ratunkowym jacht jako zaginiony. Kanadyjskie, brytyjskie oraz francuskie jednostki nie natrafiły jednak na żaden ślad „L’Actuel“ ani jego załogi. Odległość pomiędzy miejscem spotkania z Belgami a ostatnią radiowo potwierdzoną pozycją wynosiła około 1.150 km.

Motorship na ulewę


2009
06.26

Rozprawkę o Motorshipe tradycyjnie warto rozluźnić jakimś powiedzonkiem. Ale czy to przysłowie nie zakrawa na sarkazm w świetle obecnej sytuacji na Podkarpaciu: Norbert, Robert, Medard to bracia młodzi, spodziewajcie się powodzi?
Tak więc od razu do rzeczy: Motorship to miesięcznik będący standardem w prasie budownictwa okrętowego. Ukazuje się od roku 1920, ma więc już 89 lat. Pomimo tego zachowało świeżość i aktualność. Jest to wartościowa lektura zarówno dla managementu stoczniowego, jak i inżynierów, czy studentów wiążących plany na przyszłość z branżą okrętownictwa. W aktualnym wydaniu między innymi artykuły dotyczące:

  • Machinery Matters
  • Turbochargers
  • Coatings & Corrosion
  • Seawork preview
  • of course: 50 Years ago
  • and so on…

Roczny abonament (11 magazynów) kosztuje 121,- £ i jest do zamówienia na stronie:

www.motorship.com

“Atalanta”: ryzykowni armatorzy


2009
06.25

Większa część statków porwanych przez piratów u wybrzeży Somalii znalazła się w ich rękach, ponieważ armatorzy podejmują zbyt wysokie ryzyko. To krytyka, jaką wypowiedzieli głównodowodzący europejskiej misji antypirackiej, „Atalanta“. W kwaterze głównej NATO mówi się otwarcie o tym, że aktywność piratów na Ocenaie Indyjskim jest często wręcz lekceważona.

Zdjęcie: hiszpańska fregata klasy Santa-María, F82 “Victoria” podczas konwoju na Zatoce Adeńskiej / Hagen von Eitzen

Zdjęcie: hiszpańska fregata klasy Santa-María, F82 “Victoria” podczas konwoju na Zatoce Adeńskiej / Hagen von Eitzen

Wciąż jeszcze dochodzi do tego, że co trzeci statek płynący przez Zatokę Adeńską nie zgłasza się w darmowym rejestrze „Atalanty“, który zwiększyłby jego bezpieczeństwo.
- Niektórzy z armatorów pod wpływem ekonomicznego nacisku kierują świadomie statki na zagrożone drogi morskie, omijając „korytarze konwojowe“ naszej misji, ponieważ takie rozwiązanie jest dla nich tańsze – powiedział wczoraj głównodowodzący „Atalanty“, kontradmirał Peter Hudson w kwaterze głównej europejskich sił morskich w Northwood koło Londynu.

Somalijczycy – według sztabowców „Atalanty“ – przetrzymują obecnie dwanaście statków. Wśród nich jest hamburski kontenerowiec „Hansa Stavanger“, którego kapitanem jest Polak (nazwisko znane autorowi). Ostatnim pozytywnym meldunkiem jest informacja o zwolnieniu holenderskiego frachtowca „Marathon“, które miało miejsce wczoraj.
W sprawie „Hansa Stavangera“ sytuacja zdaje się komplikować, co powoduje przeciągające się petraktacje i sprzeczne informacje z kręgu je prowadzących. Dodatkowym problemem zdaje się być fakt, że zarówno statek, jak i jego ubezpieczyciel należą do tego samego koncernu.
W przypadku niektórych amatorów mówi się też nieoficjalnie o tym, że możliwie długie przetrzymywanie statku przez piratów jest im na rękę właśnie ze względu na ubezpieczenie. To pokrywa nie tylko całość okupu, ale i pozostałe koszty, co miejscami jest bardziej dochodowe, niż „normalna“ eksploatacja jednostki. Ceny transportu uległy bowiem pod wpływem kryzysu poważnej redukcji.

„Atalanta“ pracuje ściśle między innymi właśnie z ubezpieczycielami statków, którzy są dobrze poinformowani o liczbie porwanych jednostek i stopniu zaawansowania prowadzonych petraktacji. W razie widocznych błędów armatora, postanowiły one nie pokrywać odszkodowań. Hudson podkreślił, że najlepszą radą, jaką ma dla armatorów, to trzymanie się wąskich korytarzy konwojowych, które kontrolowane są przez okręty wojenne „Atalanty“.
- Możecie to uczynić lub nie. Jest to tylko i wyłącznie waszą decyzją. – zakończył Brytyjczyk.
Obecnie 12 państw unijnych jest zaangażowanych w misję antypiracką. Między innymi zachodni sąsiad Polski, Niemcy, wspiera „Atalantę“ trzema fregatami. Oficerowie podkreślają, że misja nie jest łatwa ze względu na skalę patrolowanego obszaru i ograniczoną ilość okrętów. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku Europejczycy aresztowali ponad 150 piratów przyłapanych „na gorącym uczynku“.
Pomimo wszystko dowództwo europejskich sił morskich uważa, że misja zdaje egzamin. Hudson powiedział, że piraci coraz częściej ponoszą porażki. W grudniu zeszłego roku (na początku trwania „Atalanty“) co trzecia atakowana jednostka stawała się jednocześnie porwaną. Dzisiaj jest to już co ósmy/dziewiąty statek. Kontradmirał przypisuje tą tendencję szybszej reakcji, do jakiej w międzyczasie doprowadzono wewnątrz “Atalanty”.
- Sukcesy piratów maleją, ale ataków jest jednocześnie dużo więcej, niż w poprzednich miesiącach – powiedział Hudson.

Nie dalej, jak przed tygodniem Unia Europejska przedłużyła mandat swojej misji do końca roku 2010. Na konferencji mającej odbyć się pod koniec miesiąca zostaną podane kolejne zadania i cele. W skrócie ujęto to słowami: “długoterminowe cele muszą być wsparte stałą obecnością na miejscu”.

Poszukiwanie Titanica było kamuflażem tajnej operacji US Navy


2009
06.23

Odnalezienie “Titanica” nie było przypadkowe. Jednak tak naprawdę poszukiwania były przykrywką: Robert Ballard kierował swym robotem w głębinach Atlantyku w imieniu US Navy, która zleciła mu tajną misję.

Zdjęcie: Robert Ballard / www.oceanexplorer.noaa.gov

Zdjęcie: Robert Ballard / www.oceanexplorer.noaa.gov

Kiedy naukowiec w 1985 roku odnalazł wrak transatlantyka, nikt nie przypuszczał, że podmorski archeolog dokonał tego z finansową pomocą US Navy. Oczywiście siły morskie USA nie zrobiły tego za darmo. Tak naprawdę poszukiwania były kamuflażem tajnej operacji.
Plan Ballarda miał jedną  poważną wadę: był ponadprzeciętnie drogi. Badacz nie miał takich pieniędzy, więc w 1982 roku szukając sponsorów zgłosił się do US Navy i poprosil o wsparcie. Poszukiwania najsłynniejszego bodajże wraku, luksusowego statku pasażerskiego, który zatonął w 1912 roku, nie bardzo jednak interesowały admirałów. Asem w rękawie Ballarda było jednak zainteresowanie amerykańskiej admiralicji zbudowanym przez uczonego robotem podmorskim. US Navy wciąż nie była pewna, co tak naprawdę przytrafiło się jej dwu atomowym okrętom podwodnym, które podczas zimnej wojny zniknęły w głębinach. “USS Thresher” i “USS Scorpion” zatonęły w latach sześćdziesiątych, najgorętszym okresie zimnowojennych zmagań. Wraz z okrętami US Navy straciła prawie 200 oficerów i marynarzy. Od tego momentu Amerykanie nie mogli pozbyć się wrażenia, że przynajmniej jedna z ich łodzi, “USS Scorpion”, została zatopiona przez Rosjan.

Wojskowi nie chcieli wydawać pieniędzy na mrzonki Ballarda i zaproponowali mu “interes”: najpierw znajdzie ich zaginione łodzie, a potem zajmie się “swoim” Titanicem.
- Dopiero lata później mogłem puścić trochę pary z ust na ten temat – mówi naukowiec – Ale wtedy była to po prostu tajna operacja wojskowa.
Ballard uznał pomimo wszystko, że deal jest jak najbardziej w porządku. I jak przystało na naukowca “z krwi i kości” odnalazł obydwie łodzie. Jego prace udowodniły, że “USS Thresher” implodował blisko powierzchni i rozpadł się na tysiące kawałków. Również “USS Scorpion” okazał się być prawie całkowicie zniszczony.
- Wyglądało to tak – wspomina Ballard – jakby ktoś przepuścił go przez maszynkę do mielenia mięsa. Znalazłem na dnie długą smugę ciągnących się części i szczątków.

Do jakich wniosków na temat zaginięcia obydwu łodzi doszli eksperci US Navy, tego Robert Ballard nie wie do dzisiaj. Jego zadaniem było “zbieranie informacji”. Całe nagrania przekazywane były marynarce. Na temat analizy zebranych przez siebie informacji naukowiec nigdy nic nie usłyszał.
Operacja dodała mu jednak finansowych skrzydeł. 1 września 1985 roku natrafił na wrak „Titanica“. Transatlantyk leży pod koordynatami 41° 43′ 55″ N, 49° 56′ 45″ W, około 13 mil morskich od miejsca, które zostało podane przez jego telegrafistę podczas katastrofy. Wrak spoczywa na głębokości 3.803 metrów, gdzie ciśnienie wody jest 370 razy większe od tego na powierzchni.
W sierpniu 1986 roku Robert Ballard zszedł do wraku w łodzi badawczej “Alvin”. “Rejs” ten był pierwszym załogowym podejściem do “Titanica”, podczas którego podniesiono i wydobyto z dna szereg artefaktów.
Dzisiaj za około 25.000 euro również “turyści” mają okazję zobaczyć legendarne pozostałości.

“Exxon Valdez”: miliard USD kary


2009
06.22

20 lat po katastrofie ekologicznej, wywołanej u wybrzeży Alaski przez tankowiec „Exxon Valdez“ właściciel statku, koncern Exxon Mobile, poniósł poważną klęskę przed sądem.
Obok opłat karnych w wysokości 507 milionów dolarów (365 milionów euro) tycoon naftowy musi pokryć również procenty wynoszące 480 milionów dolarów.
Sędzia kalifornijskiego sądu skazał firmę na zapłacenie 6 procent sumy odszkodowawczej, naliczając ją od 1996 roku. Exxon Mobile musi wypłacić rekompensaty rybakom, przetwórniom na lądzie oraz ludności zamieszkującej tereny, których dotknęła katastrofa.
W zeszłym roku sąd najwyższy w Waszyngtonie zredukował odszkodowanie z 2,5 miliarda na 507 milionów dolarów. Sąd w Anchorage (Alaska) żądał w połowie lat 1990 pięciu miliardów odszkodowania. Koncern odwoływał się za każdym razem przed kolejnym sądem o zmniejszenie sumy rekompensat. W międzyczasie Exxon Mobile zapłacił 3,4 miliarda dolarów za prace oczyszczające, odszkodowania i kary.

Zdjęcie: „Exxon Valdez“ u wybrzeży Alaski / AP

Zdjęcie: „Exxon Valdez“ u wybrzeży Alaski / AP

Do katastrofy doszło, kiedy 24 marca 1989 roku tankowiec „Exxon Valdez“ wpłynął na rafę doprowadzając do najpoważniejszej katastrofy ekologicznej w historii USA. Będący pod wpływem alkoholu kapitan Joseph Hazelwood przekazał dowodzenie jednostką niedoświadczonemu oficerowi. Wypadek spowodował wyciek 42 milionów litrów ropy naftowej do Zatoki Księcia Williama. W wyniku skażenia zginęło około 250.000 ptaków, jak również 2.800 wydr, 300 fok, 250 orłów morskich i 20 waleni.
Według najnowszych badań region jest wciąż skażony około 60.000 litrów ropy. Długotrwałe skutki wciąż mają poważny wpływ na florę i faunę. Zneutralizowanie pozostałych toksyn w sposób naturalny hamowane jest przez niskie temperatury rejonu arktycznego.

Mistrzostwo Alessenadro Bariccoego. Novecento


2009
06.19

Tim Tooney, trąbkarz w zespole, w którym gra Novecento jest narratorem tej wyjątkowej historii. Obydwaj mężczyźni są przyjaciółmi „na całe życie“ od czasu wspólnego tańca z fortepianem. Poczas sztormu.
Rzecz dzieje się bowiem na transatlantyku, na którym Danny Boodmann T.D. Lemon Novecento tkwi niczym Jonasz we wnętrzu wieloryba. Na całe życie.
Już same te niuanse zapowiadają literacki gourme. Ten tekst może być tylko i wyłącznie dziełem Włocha. I tylko takiego, który ma status literackiego guru. Alessandro Baricco jest taką osobowością, choć nieco ułatwia czytelnikowi całą sprawę, jako, że tekst ma niespełna 59 stron. Monodram jest jednocześnie dziełem człowieka, który studiował filozofię i muzykoznawstwo. Nie może być więc inaczej, jak tylko tak, że z podstawowych składników życia – człowieka, jazzu i szczypty szekspirowskiego “to be or not to be” – powstaje coś, co czyni lekturę niemożliwą do odstawienia. Nawet po zamknięciu ostatniej strony.
Tim, opowiadając z porywem, pośród głębokich emocji i tańczących fal do końca będzie starał się dotrzeć do sedna zrozumienia swego przyjaciela. A czytelnik – wiedząc, że nie będzie to uwieńczone sukcesem – trzymał będzie w napięciu kciuki, depcząc mu po piętach po korytarzach i pokładach leviatana, na którym znalazł się obok tych dwóch. Tym samym człowiek o imieniu pochodzącym od… pewnego bardzo znanego przedmiotu użytkowego do końca będzie bliską, ale i odległą osobą, wymykającą się myślom i ludziom.
Tekst w swej “powolności przemijania” zdaje się dotykać tego, co przeciętnego zjadacza chleba równie mocno i nieustająco targa przez dany mu czas życia. I właśnie to stanowi o jego pięknie.
“Novecento” jest “kinem głowy” par excellence, porywającym w świat, który zamyka się między blachą burtową, rufą a dziobem “Virginy”, transatlantyku, który w 1900 roku wyrusza w stronę Nowego Świata. Wtedy jeszcze mało kto będzie wiedział, że na pokładzie podróżuje również “największy pianista wszystkich czasów”.
Utwór ten jest jednocześnie lustrem ukazującym samotność człowieka, który wraz ze swoją muzyka zamyka się w mikroklimacie wnętrza morskiego olbrzyma i który tylko tam zdaje się mieć możliwość egzystowania. Baricco z gracją linoskoczka tańczy z melancholią, tragizmem i komizmem. Nie dziwi więc fakt, że autor zajmuje się również nauką kreatywnego pisania.
Monodram Włocha ma w międzyczasie dziesięć lat, dobrze więc się stało, że zagościł w 2008 w polskich księgarniach.
Tym, którzy widzieli film – w reżyserii Giuseppego Tornatorego, człowieka, który ponoć nie kręci złych filmów – z całym szacunkiem niech będzie powiedziane, że nie ma nic tak pełnego fantazji, jak… własna fantazja. A kluczem do niej są książki, jak ta Alessenadro Bariccoego.
Mimo wszystko należy się więc i ukłon w stronę tłumaczki, Haliny Kralowej oraz wydawnictwa Czytelnik za tę perłę. Pośrodku oceanu.

Novecento. Alessandro Baricco
Wydawnictwo Czytelnik
Rodzaj: literatura piękna
Rok wydania: 2008, 1 wydanie
Miękka okładka, 60 stron, format 123 x 169 mm
ISBN: 978-83-07-03156-9

18,- PLN

Do kupienia bezpośrednio w wydawnictwie:
www.czytelnik.pl

Załogant U-Boota w reklamie Simplusa…


2009
06.18

Od paru dni w TV, kinie oraz sieci można zobaczyć nową reklamę Simplusa. Jak i poprzednie, ta również oparta jest o konwencję filmową. Tym razem padło na legendarną w międzyczasie produkcję Wolfganga Petersena “Das Boot” (”Okręt”, choć… powinno być “Łódź). Film reklamowy nakręciła ekipa wokół reżysera Maćka Kowalczuka (na którego stronie można zobaczyć również inne cuda), który jest profesjonalistą w każdym calu. Role mówione przypadły trzem aktorom z Berlina, oraz… mnie.
Zamustrowałem na pokład w charakterze marynarza, któremu strzelają nerwy i który zaczyna mamrotać pod nosem modlitwę, podczas, gdy sonar “Tommies” jest coraz bliżej…
;o)

Unia Europejska i NATO: konsekwentna aktywność antypiracka


2009
06.17

Unia Europejska i NATO opowiadają  się niezależnie od siebie za dalszym zwalczaniem piractwa morskiego w Zatoce Adeńskiej i rejonie somalijskim Oceanu Indyjskiego.
UE przedłużyła właśnie o rok obecność swoich okrętów wojennych – w ramach operacji „Atalanta“ – do końca 2010 roku. W następnych miesiącach w ramach „Atalanty“ 20 okrętów i samolotów państw unijnych weźmie udział w zwalczaniu somalijskiego piractwa i ochronie przepływających przez zagrożone wody jednostek handlowych. Niemcy wyznaczyły do tego celu trzy jednostki (dwie korwety oraz statek zaopatrzeniowy) i jeden samolot zwiadowczy. Plany te są jednak wciąż jeszcze zależne od decyzji Bundestagu. Musi on przedłużyć obecnie obowiązujący mandat, który wygasa 15 grudnia 2009 roku.

Zdjęcie: fregata Brandenburg / Harald Matle / Deutsche Marine

Zdjęcie: niemiecka fregata Brandenburg / Harald Matle / Deutsche Marine

Na wzmocnienie swojej aktywność w zagrożonym rejonie zdecydowała się również admiralicja NATO. Ministrowie obrony 28 krajów członkowskich postanowili oddelegować dodatkową eskadrę, „Standing NATO Maritime Group 2“, w skład której wejdzie 6-8 okrętów wojennych. Grupa ta zostanie przesunięta z Morza Śródziemnego na zagrożone wody rozszerzając tym samym aktywność NATO do Seszelów.
Opercja NATO, określona mianem „Ocean Shield“, ma wzmocnić działanie europejskiej „Atalanty“. Do 28 lipca b.r. po stronie NATO wody Oceanu Indyjskiego i Zatoki Adeńskiej patrolowane są dodatkowo przez „Standing NATO Maritime Group 1“. Rzecznik prasowy NATO, James Appathurai, potwierdził, że obecność NATO w tym rejonie nie jest krótkotrwałą akcją: - Chcemy wyraźnie podkreślić naszą wzmocnioną uwagę i zaangażowanie w tej części świata - powiedział.

Europejska „Atalanta“ czuwa nad 3,5 milionami kilometrów kwadratowych powierzchni morza. Jej dowództwo jest więc zadowolone z dodatkowego wsparcia NATO. Admiralicja NATO jest zdania, że „Ocean Shield“ będzie być może jeszcze bardziej rozszerzony w swojej aktywności niż zakładają to obecne deklaracje.
W ramach „Standing NATO Maritime Group 2“ płyną obecnie okręty należące do Wielkiej Brytanii, Grecji, Włoch, Hiszpanii, Turcji i USA.

Potężny pożar wstrzymał ruch statków na najbardziej uczęszczanym kanale świata


2009
06.13

Eksplozje, płomienie dochodzące do 30 metrów wysokości i „jezioro wosku“: oto skutki potężnego pożaru, który zniszczył zbiorniki z parafiną w kilońskim Porcie Północnym (Kieler Nord-Hafen). Płomienie zablokowały jednocześnie na kilka godzin ruch statków na Kanale Kilońskim, najczęściej uczęszczanym „mostem morskim“ świata, który łączy Bałtyk (Zatokę Kilońską) z Morzem Północnym (ujście Łaby).

Zdjęcia: akcja przeciwpożarowa przy Kanale Kilońskim / DDP

Zdjęcia: akcja przeciwpożarowa przy Kanale Kilońskim / DGzRS

Prawie 350 strażaków brało udział w akcji gaszenia pożaru, częściowo kierujących walką z płomieniami z pokładu statków i łodzi pożarniczych. Gdyby nie te ostatnie, umożliwiające gaszenie od strony wody, pożar trwałby o wiele dłużej, a nie „tylko“ cztery godziny.
- Przy tego typu akcjach i takim źródle ognia potrzeba ogromnych ilości wody - mówi kierujący akcją Norbert Grave - Kilkunastokrotnie musieliśmy cofać się przed płomieniami i pomniejszymi eksplozjami.
Pożar ugaszono, kiedy płomienie podchodziły pod kolejny wielki zbiornik z parafiną.
Straty, jak i przyczyna pożaru są wciąż niezane. Pierwsze wozy strażackie dotarły na miejsce po zgłoszeniu alarmowym informującym o płonącym pojemniku na śmieci. Strażacy stwierdzili jednak, że w międzyczasie zajęły się zbiorniki z ogrzewaną parafiną. Ten łatwopalny materiał spowodował najcięższy od kilkudziesięciu lat pożar w Kilonii.
Parafina w zajętych ogniem zbiornikach jest zwykle ogrzewana przed kolejnym procesem produkcyjnym, głównie przekształcającym ją w świece oraz kremy pielęgnacyjne.

Zdjęcia: akcja przeciwpożarowa przy Kanale Kilońskim / DDP

Zdjęcia: akcja przeciwpożarowa przy Kanale Kilońskim / DGzRS

Zagrożenie pożarem spowodowało zatrzymanie ruchu na Kanale Kilońskim. Prawie 30 statków utworzyło niecodzienny korek, czekając na powtórne otwarcie śluz.
Nabrzeże oraz port, w którym przetankowuje się parafinę zostało częściowo zniszczone. Niektóre ze statków musiały po zakończonej akcji zostać uwolnione z okowy „parafinowego lodu“.