Większa część statków porwanych przez piratów u wybrzeży Somalii znalazła się w ich rękach, ponieważ armatorzy podejmują zbyt wysokie ryzyko. To krytyka, jaką wypowiedzieli głównodowodzący europejskiej misji antypirackiej, „Atalanta“. W kwaterze głównej NATO mówi się otwarcie o tym, że aktywność piratów na Ocenaie Indyjskim jest często wręcz lekceważona.

Zdjęcie: hiszpańska fregata klasy Santa-María, F82 “Victoria” podczas konwoju na Zatoce Adeńskiej / Hagen von Eitzen
Wciąż jeszcze dochodzi do tego, że co trzeci statek płynący przez Zatokę Adeńską nie zgłasza się w darmowym rejestrze „Atalanty“, który zwiększyłby jego bezpieczeństwo.
- Niektórzy z armatorów pod wpływem ekonomicznego nacisku kierują świadomie statki na zagrożone drogi morskie, omijając „korytarze konwojowe“ naszej misji, ponieważ takie rozwiązanie jest dla nich tańsze – powiedział wczoraj głównodowodzący „Atalanty“, kontradmirał Peter Hudson w kwaterze głównej europejskich sił morskich w Northwood koło Londynu.
Somalijczycy – według sztabowców „Atalanty“ – przetrzymują obecnie dwanaście statków. Wśród nich jest hamburski kontenerowiec „Hansa Stavanger“, którego kapitanem jest Polak (nazwisko znane autorowi). Ostatnim pozytywnym meldunkiem jest informacja o zwolnieniu holenderskiego frachtowca „Marathon“, które miało miejsce wczoraj.
W sprawie „Hansa Stavangera“ sytuacja zdaje się komplikować, co powoduje przeciągające się petraktacje i sprzeczne informacje z kręgu je prowadzących. Dodatkowym problemem zdaje się być fakt, że zarówno statek, jak i jego ubezpieczyciel należą do tego samego koncernu.
W przypadku niektórych amatorów mówi się też nieoficjalnie o tym, że możliwie długie przetrzymywanie statku przez piratów jest im na rękę właśnie ze względu na ubezpieczenie. To pokrywa nie tylko całość okupu, ale i pozostałe koszty, co miejscami jest bardziej dochodowe, niż „normalna“ eksploatacja jednostki. Ceny transportu uległy bowiem pod wpływem kryzysu poważnej redukcji.
„Atalanta“ pracuje ściśle między innymi właśnie z ubezpieczycielami statków, którzy są dobrze poinformowani o liczbie porwanych jednostek i stopniu zaawansowania prowadzonych petraktacji. W razie widocznych błędów armatora, postanowiły one nie pokrywać odszkodowań. Hudson podkreślił, że najlepszą radą, jaką ma dla armatorów, to trzymanie się wąskich korytarzy konwojowych, które kontrolowane są przez okręty wojenne „Atalanty“.
- Możecie to uczynić lub nie. Jest to tylko i wyłącznie waszą decyzją. – zakończył Brytyjczyk.
Obecnie 12 państw unijnych jest zaangażowanych w misję antypiracką. Między innymi zachodni sąsiad Polski, Niemcy, wspiera „Atalantę“ trzema fregatami. Oficerowie podkreślają, że misja nie jest łatwa ze względu na skalę patrolowanego obszaru i ograniczoną ilość okrętów. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku Europejczycy aresztowali ponad 150 piratów przyłapanych „na gorącym uczynku“.
Pomimo wszystko dowództwo europejskich sił morskich uważa, że misja zdaje egzamin. Hudson powiedział, że piraci coraz częściej ponoszą porażki. W grudniu zeszłego roku (na początku trwania „Atalanty“) co trzecia atakowana jednostka stawała się jednocześnie porwaną. Dzisiaj jest to już co ósmy/dziewiąty statek. Kontradmirał przypisuje tą tendencję szybszej reakcji, do jakiej w międzyczasie doprowadzono wewnątrz “Atalanty”.
- Sukcesy piratów maleją, ale ataków jest jednocześnie dużo więcej, niż w poprzednich miesiącach – powiedział Hudson.
Nie dalej, jak przed tygodniem Unia Europejska przedłużyła mandat swojej misji do końca roku 2010. Na konferencji mającej odbyć się pod koniec miesiąca zostaną podane kolejne zadania i cele. W skrócie ujęto to słowami: “długoterminowe cele muszą być wsparte stałą obecnością na miejscu”.