Niecodzienna książka, jak i niecodzienna kobieta! Oto podróż pomiędzy myślami, falami, ludźmi; a tu i tam są jeszcze ujęcia momentu i kontynentów. Choć autorka jest żoną pierwszego samotnego niemieckiego żeglarza, który opłynął glob, to jednak tutaj ona stoi w centrum uwagi. Dopiero w tle jest mąż, a później również syn. Podczas gdy inne książki tego rodzaju kręcą się wokół wyczynu, uznania, przezwyciężenia samego siebie czy walki z żywiołem, tutaj sednem sprawy jest życie. A dużą jego część Astrid Erdmann spędziła na morzu. Jest to opowieść kobiety, która żeglując dostrzega otoczenie i ludzi i w pewnym sensie jedno i drugich kontempluje. Dość osobista książka; otwarta, szczera. Jest to pamiętnik, ale nie rejsu, a życia. A przy tym opowiada między innymi o tym, jak to jest kiedy będąc trzy lata w drodze (na morzu), zachodzi się nagle w ciążę.
Fantastyczna lektura, również - a może głównie - dla mężczyzn, jako, że kobiety wiedzą najlepiej same, co w nich tkwi. Jednocześnie książka bez nadąsania i przerośniętego ego, a więc pełna ciszy i spokoju pomimo sztormów. Zupełnie inny styl widzenia życia i żeglarstwa pełnomorskiego, niż obecne dyskusje innych kobiet o tym, jak się opływa świat solo, lub bez dobijania do portów z… dobijaniem do portów lub dodatkowym członkiem załogi na pokładzie.
Lektura jak najbardziej warta czasu, i drobnej inwestycji!
—
Astrid Erdmann. Die Weltumseglerin
Wydawnictwo Delius Klasing Verlag
Rodzaj: biografia, żeglarstwo
Rok wydania: 2009, 1 wydanie
Twarda okładka, 285 stron, format 22,4 x 15 x 3 cm
ISBN: 978-3768825962
Éric Tabarly był nieprzeciętnym żeglarzem. Jego styl życia – i żeglowania – zdaje się dotykać zarówno XIX jak i XX wieku. Tabarly był pilotem wojskowym, oficerem francuskiej Marynarki, podróżnikiem. Ale przede wszystkim był fantastycznym żeglarzem, wizjonerem, projektującym nowe konstrukcje łodzi i uzdolnionym majsterkowiczem.
Zasłynął głównie ustalaniem kolejnych rekordów regatowych, zwłaszcza podczas samotnych regat.
I tak, po 75 latach w 1980 roku jako pierwszy pobił rekord Charliego Barra (z roku 1905 na szkunerze „Atlantic“) pokonując Północny Atlantyk na aluminiowym trimaranie „Paul Ricard“, w dziesięć dni, pięć godzin i czternaście minut.
Jego jachty nosiły zawsze imię – kolejnego – Pen Duicka (to bretońska nazwa sikory sosnówki). Pierwszym z nich był klasyk według planów legendarnego Williama Fifea III, wyremontowany przez Érica, a odkupiony od własnego ojca…
Ten album ukazuje wszystkie etapy życia Érica. Jest pełen zdjęć i wyważonych, spokojnych komentarzy. Gdyby istniała okazja przeglądnięcia albumów Tabarlyego w jego domu, słuchając jego głosu i skromnych, wręcz zdawkowych komentarzy, byłoby się w podobnej atmosferze momentu, jaki roztacza ta publikacja.
Jest wiele „albumów żeglarskich“ lecz większa ich część wieje nudą. Ten trzyma w napięciu aż do tragicznego końca na Morzu Irlandzkim, w setną rocznicę urodzin jego pięknego jachtu. Bądźmy jednak szczerzy, właśnie tacy bohaterowie nie zostaną zapomniani, i takie książki nie pokryją się kurzem w regale.
Jedyny komentarz, który tchnie zbyt dużym patosem, wyszedł z pod pióra żony żeglarza, i współautorki książki. Ale… to zaledwie jedna strona.
—
Éric Tabarly. Ein Seglerleben. Daniel Gilles, Jacqueline Tabarly
Wydawnictwo Delius Klasing Verlag
Rodzaj: album, biografia, żeglarstwo
Rok wydania: 2009, 1 wydanie
Miękka okładka, 215 stron, format 27,6 x 19,6 x 2 cm
ISBN: 978-3768824743
Duży słownik żeglarski w sześciu językach, Wydawnictwo Heel Verlag
Ten słownik był już kilkukrotnie krytykowany. Najczęściej z powodu niby kiepskiego zasobu słów i ich sześciokrotnego powtarzania. Naprawdę do bani? Absolutnie nie.
Z własnego doświadczenia znam sytuacje, kiedy jest się w stanie powiedzieć, o co chodzi, ale rozmówca… nabiera wody w usta. I wtedy jest się w… Właśnie. Takim sytuacjom potrafi zaradzić ta książeczka. Zwłaszcza w basenie śródziemnomorskim trafiają się często małe firemki, których jedynym składnym zdaniem jest “no problem!”. Nie zawsze budzi to zaufanie. Wtedy słownik może okazać się bardzo pomocy i konwersacja zaczyna kwitnąć, co owocuje kontynuacją rejsu.
Słownik składa się z około 1000 haseł w sześciu językach. Wszystkie części są w kolejności alfabetycznej.
Hasła opierają się na umiejętnościach skipera hobbysty. Znajdują się tutaj zarówno zwroty dotyczące samego żeglarstwa i łodzi: jacht, wyposażenie, żeglarstwo, węzły, załoga, nawigacja, motor, elektryka, naprawa, jak i nie mniej ważnych tematów: pierwsza pomoc, bezpieczeństwo, lekarstwa.
Last not least: przy tej cenie nie można nic schrzanić…
—
Das große Maritim-Wörterbuch in sechs Sprachen
Heel Verlag
Rodzaj: żeglarstwo, komunikacja, słownik
Rok wydania: 2004
Miękka okładka, 328 stron
ISBN: 3-89880-369-4
Morska frajda, 1850 dni pomiędzy niebem a horyzontem, Bernt Lüchtenborg
To jedna z tych ksążek, które wykręcają się od bycia stereotypowymi. Czy jest to typowa proza żeglarska? Na pewno nie. Bernt Lüchtenborg nie jest też typem Robinsona par excellence, który “wysiadł z pociągu pospiesznego cywilizacji”. To raczej sytuacja życiowa, o której najczęściej słychać w połączeniu ze “zbyt wczesnym zawałem w sile wieku”. Przedsiębiorca budowlany osiąga punkt, w którym ma po prostu wszystkiego po dziurki w nosie. W szufladzie leży niezrealizowany prezent byłej żony: tygodniowy rejs na żaglowcu. Choć Lüchtenborg tak naprawdę nie potrafi żeglować, a jego tydzień pod żaglami zaczyna się od zdrowego karmienia ryb, co jak pisze od razu zaowocowało przestrzenią dosłownie i w przenośni, krótko później podejmuje tą spontaniczną decyzje. Niektórzy - późniejsi - krytycy powiedzą, że z takimi możliwościami finansowymi na starcie… Ale to nieprawda. Im więcej człowiek osiąga własną, czasem za bardzo wytężoną pracą, tym ciężej się z tym rozstaje. Lüchtenborg postanawia zapomnieć o wszystkim na jakieś pięć, sześć miesięcy. Wchodząc w świat żeglarstwa, czego nie zamierzał, jest zawieszony gdzieś… pomiędzy niebem a horyzontem. Jednak na tyle realnie, iż przyniesie mu to dużo później respekt i uznanie w postaci najbardziej prestiżowej nagrody żeglarskiej roku (w Niemczech), przyznawanej tylko jednemu żeglarzowi, Pucharu Trans-Ocean. Lüchtenborg będzie wtedy pięć lat starszy, niż kiedy wypływał. Jego opowieść krąży pomiędzy czasem dramatycznymi wydarzeniami a zamyśleniem, choć nigdy nie staje się kiczem. Ociera się o banalnie namacalne odczucia, jak strach, czy satysfakcja. Ale czy można inaczej opisać wrażenie zagubienia na wzburzonym bezmiarze morza? Zdany na siebie Bernt słyszy jednocześnie własne myśli: z tego nie wyjdziesz żywy. Lub jak pominąć milczeniem rozleniwienie i przyjemność, siedząc samotnie na koścu świata w źródle termicznym z iglicami Ziemi Ognistej w tle?
Lüchtenborg uratuje rozbitka, przeżyje kolizję z kontenerowcem, ale opisze też momenty bezsilności, które zdadzą się odbierać samotnemu żeglarzowi mowę. Jego udziałem stanie się zabranie z tonącego jachtu przy Przylądku Horn zrozpaczonej załogi i trafienie piorunem łodzi na Południowym Atlantyku.
Ale siłą książki są te spokojne samotne momenty, będące właśnie w dzisiejszych czasach “potwierdzeniem powolności”. Jest ich dużo, ponieważ przeżycia i spotkania z innymi kulturami i ludźmi są rozrzucone w pięcioletniej czasoprzestrzeni. To tylko złudzenie, że ciągle coś się dzieje.
Lüchtenborg jest potwierdzeniem realności ludzkich marzeń i snów, momentów ukazujących bezprecedensowo sens istnienia. Opowiada o napotkaniu i przeżyciu czegoś, co pozostanie po nas jako mgliste wspomnienie: baśń, którą będzie można opowiadać bez końca.
To nie zdjęcia - których jest niewiele i nie najlepszych - ale tekst jest sednem tej książki. I tak powinno też być. Niecodzienna lektura!
—
Meereslust, 1850 Tage zwischen Himmel und Horizont, Bernt Lüchtenborg
Wydawnictwo Heel Verlag
Rodzaj: żeglarstwo, samotnie dookoła świata
Rok wydania: 2007
Twarda obwoluta, 432 strony
ISBN: 978-3898807968
22,- Euro
Do kupienia bezpośrednio w wydawnictwie: www.heel-verlag.de
lub na amazonie:
Dzielność Morska, Czesław Marchaj
Dzielność Morska Czesława Marchaja może być smiało określona mianem fantastycznej publikacji. Zainicjowana tragicznymi w skutkach regatami Fastnet w sierpniu 1979 kontfrontuje czytelnika z niewygodnym tematem. Szybkość nowoczesnych konstrukcji jachtowych wydaje się być uzyskana kosztem bezpieczeństwa. Czytając dzisiaj wspomnienia żeglarzy z przełomu XIX/XX wieku natrafiamy regularnie na opisy wywrotek, miejscami “loopingów” - w dosłownym tego słowa znaczeniu - po których jacht w warunkach sztormowych dźwiga się samoistnie z wody, pozwalając na wyjście cało z opresji samotnemu żeglarzowi, załodze jak i samej jednostce. Pomijając chaos na pokładzie po spontanicznym wykonaniu takiego manewru i często lekkie obrażenia załogi jednostka okazuje się być… dzielną. To właśnie ta dzielność i umożliwiające ją parametry są tematem książki Marchaja. Autor obnaża owczy pęd, zarówno konstruktorów, jak i stoczni, ale także właścicieli, którzy stosunkowo niewielką nadwyżką osiąganej prędkości poważnie zaniżają “normalne” zachowanie się jachtu w warunkach nie zawsze nawet krytycznych. Konsekwencją takich konstrukcji są w regularnych odstępach czasu tragedie na morzu. Zdarza się to również dzisiaj, choć medialnie wydarzenia te osiągają rozgłos tylko przy okazji prestiżowych imprez typu Fastnet lub regat Sydney-Hobart. Każdego roku na świecie wyrusza około tysiąca jednostek w rejs wokół globu, bez medialnej pompy; są to rodziny, pary, samotni żeglarze, kobiety i mężczyźni. Dla połowy z nich w ciągu 12 miesięcy wyprawy te są zakończone. Okazuje się, iż takie przedsięwzięcie przerasta siły załogi. Jednak dla pewnej części załóg w sytuacjach krytycznych błędne reakcje nakładają się dodatkowo na błędną konstrukcję. Jachty te toną. Dzielność morska napisana jest doskonałym językiem. Umożliwia wciągnięcie się w temat zarówno przeciętnemu żeglarzowi, jak i profesjonaliście, obojętnie czy związanemu wyczynowo z tym sportem czy też z konstruowaniem jachtów. Autor porusza się za pomocą ogólnie zrozumiałych pojęć, wykorzystując zdjęcia, szkice i rysunki dla zobrazowania poruszanych kwesti. Głównym kryterium jego przemyśleń jest jednak przysłowiowy zdrowy rozsądek. Jest to na pewno lektura dla zaawansowanych, choć powinna być obowiązkową dla każdego, kto chce zaufać wspólnym możliwościom jachtu i znajdującej się na nim załogi.
Wydawnictwo Almapress bezsprzecznie wypełniło lukę na rynku tą ważną publikacją.
Gorąco polecam!
—
Dzielność morska, Czesław Marchaj
Wydawnictwo Almapress
Rodzaj: żeglarstwo, jachting, konstrukcje, bezpieczeństwo
Rok wydania: 2002, wydanie 1
Twarda obwoluta: 480 stron
ISBN: 83-7020-291-8
Mit klasycznych jachtów, François Chevalier, Gilles Martin-Raget
Jakim czarem emanuje piękność? I czy byłby to czar, gdybyśmy znali odpowiedź? Najwyraźniej lepiej dać się ponieść temu czarowi, niż zastanawiać nad jego definicją. Podobno to reguła zachowania wobec kobiet. I wobec jachtów.
Album Francuzów Chevaliera i Martina-Rageta trudno jest zaszufladkować: to czar i baśń jednocześnie.
Teksty i szkice konstrukcyjne to zaledwie uwypuklenie fotografii: Cambria, Shamrock, Eleonora, Altaïr oraz wszystkie pozostałe Divy są horyzontem zdarzeń, objętym jednym opowiadaniem. Nie ma strony, przy której z piersi nie wydobywa się westchnienie, jak gdyby chciało się wypełnić i tak już napięte żagle.
Wspaniały format czyni tu i ówdzie możliwym panoramy o wymiarach plakatu: 80 x 30cm. 14 legendarnych jachtów, zbudowanych między 1884 (Partridge) a 2004 (Sunshine) prezentują ponadczasowe piękno. Nawet przepych wnętrz, wyposażenia czy nie dająca się nie zauważyć ekstrawagancja tylko podkreślają elegancję tych stworzeń. Bez wątpienia to czysta estetyka! I to zarówno w stosunku do obiektów przed obiektywem jak i samej książki.
Chevalier, konstruktor zajmujący się również restaurowaniem jachtów oraz fotograf Martin-Raget umożliwiają finezyjne perspektywy znad fal, jak i lotu ptaka. Sól i wiatr są na wszystkich 208 stronach.
Album ten ma w sobie moc wyrwania z realności, zapomnienia jej, obdarzając jednocześnie rzadkim momentem wyciszenia. Koan dla zmysłów: oto kwintesencja sztuki i estetyki jednocześnie.
Wspaniała publikacja, zwłaszcza zimą i tuż przed Bożym Narodzeniem.
Wydawnictwo Delius Klasing dzierżące uznane tradycje w literaturze żeglarskiej po raz kolejny przesunęło granicę “perfekcyjnego rzemiosła”.
Książka już teraz jest klasykiem. I na pewno stanie się mitem.
—
Mit klasycznych jachtów, François Chevalier, Gilles Martin-Raget
Wydawnictwo Delius Klasing Verlag
Rodzaj: album, klasyczne jachty
Rok wydania: 2008, wydanie pierwsze
Twarda obwoluta, 208 stron, 285 kolorowych fotografii, 84 szkice, format 39,5 x 27,5cm
ISBN: 978-3-7688-2492-7