Archive for the ‘Tradycja’ Category

Gadające sumy?!


2010
09.06

Jezioro Gadisar leży tuż przy pustynnym mieście Jaisalmer w indyjskim Radżastanie. Ten sztuczny zbiornik wodny, którego celem było uzyskanie zapasów wody pitnej, stworzony został już w 14 stuleciu. Dla zachowania wysokiej jakości wody kąpiel w nim była zabroniona. Tym bardziej nie wolno było w nim prać brudnych rzeczy. Tradycyjne metody gromadzenia wody były tak znakomite, że jezioro potrafiło przetrwać nawet okres suszy. Jeśli pomimo tego czasem wyschło “do dna”, ludzie wykorzystywali je pod uprawę rolną. Woda w tym samym czasie czerpana była z licznych źródeł znajdujących się w pobliżu miasta.
Pewnego dnia jezioro upodobały sobie również… sumy. Ponieważ, tak pielgrzymi, jak i turyści dbają o należyty wikt tych ostatnich, drapieżne ryby stały się zarówno liczne, jak i pomysłowe. Jeśli w międzyczasie rzuci im się smakowity kęs, następuje piorunujący i dość niecodzienny efekt żebrania…

Foto: Die hungrigen Schreihalse im Gadisar-See / Siddhartha Sen Choudhary

Zdjęcie: gadające głodomory w Jeziorze Gadisar / Siddhartha Sen Choudhary

W ostatnich latach jezioro cierpi na nowomodne choroby. Ich przyczyną są głównie nowoczesne systemy nawadniające - tym samym rabunkowa gospodarka wodna - jak i dużo rzadsze opady spowodowane zmianami klimatycznymi. W Jaisalmer powraca się dzisiaj do starych, wypróbowanych metod. Z pewnością i sumy są za to wdzięczne. Czy rzeczywiście łamią przysłowiową regułę, co czyniłoby by je gadającymi, ciężko powiedzieć. Zdjęcie zmusza mimo wszystko do skojarzeń humoru sytuacyjnego. Rzucając kęs chleba słyszy się zapewne: co jest, tylko tyle?! Nie sęp się, dawaj więcej!!! Ja też chcę!!! Po co ci ten cały bochenek?! Rzucaj!!! I ja i jaaa!!!
Fotografia została wykonana przez Siddharthę Sena Choudharyiego, architekta IT, którego kapitalne zdjęcia ukazujące piękno Indii można zobaczyć na -> Flickr.

Fregata “Sachsen” w Gdyni


2010
05.22

Bardzo udanie przebiegły w dniach 14-17 maja  odwiedziny fregaty „Sachsen“ (F 219) w Gdyni. Przyczyniłem się do tego, by rejs ten nie zakończył sie w Rydze, a właśnie w Trójmieście. Na pokładzie pojawili się dziennikarze, których wcześniej zaprosiłem w imieniu dowódcy, Fregattenkapitäna Markusa Nolte i jego załogi. Na pokładzie pojawili się Tomasz Złotoś, reporter TVP Gdańsk, Czesław Romanowski i Piotr Stareńczak z Naszego Morza oraz Krystyna Romanowska z Elle Poland i fotograf Łukasz Głowala. Wszyscy byli pod wrażeniem otwartości i serdecznej gościnności ze strony załogi. Tomasz Złotoś stwierdził na koniec, że nie można było przysłać do Polski lepszego lodołamacza emocjonalnego. Krystyna Romanowska, pisząca w latach 90. na temat Marynarki Wojennej oraz marynarek norweskiej, brytyjskiej i francuskiej ujęła swoje wrażenia w zdanie: “Ze swojej łagodności uczynili siłę”.
Prawie trzygodzinna wizyta zakończyła się wspólnym obiadem w mesie oficerskiej.

Foto: Fregatte SACHSEN in Gdingen / Leo Walotek-Scheidegger

Zdjęcie: fregata "Sachsen" w Gdyni / Leo Walotek-Scheidegger

Po południu spacerowaliśmy z dowódcą okrętu, FKpt. Markusem Nolte i jego I. oficerem, KKpt. Svenem Beckiem po gdańskiej starówce i Sopocie,  mieście “ukochanego wroga” Wernera Herzoga, Klausa Kinskiego.
Wieczorem, w restauracji “Pod Łososiem”, miała dodatkowo miejsce uroczysta wieczerza, podczas której oficjalnie pożegnano dwóch oficerów, schodzących w następnych tygodniach z pokładu fegaty. Jednym z nich był Francuz, KptLt. (EV1) Francois-Xavier Pinget, który w ramach wymiany pomiędzy Marynarkami niemiecką i francuską całe swoje oficerskie wyszkolenie, ponad 6 lat, przeszedł w niemieckiej Marine i który wraca obecnie do swojej macierzystej Marynarki.

Foto: Der Bordhubschrauber SEA LYNX MK 88A, Fregatte SACHSEN, Gdynia (Gdingen) / Leo Walotek-Scheidegger

Zdjęcie: helikopter Sea Lynx MK 88A na pokładzie "Sachsen" w Gdyni / Leo Walotek-Scheidegger

Fregattenkapitän Markus Nolte powiedział mi na pożegnanie: “Wydaje mi się, że „Sachsen“ podczas tego weekendu w Gdyni bardzo dobrze wypełmiała zadanie bycia ambasadorem naszego kraju w Polsce i dołożyła swoją cegiełkę do wzajemnego zrozumienia. Miejmy nadzieję, że pewnego dnia Niemcy z Polską również będą mogły pochwalić się długodystansową wymianą i wzajemnym szkoleniem swoich oficerów”.
Materiał nakręcony na fregacie przez Tomasza Złotosia jest na stronie TVP Gdańsk, zaczyna się w ok. 5 minucie dziennika (05:05).

Fregata rakietowa “Sachsen” odwiedza Gdynię


2010
05.12

Jestem jedną z osób, która przyczyniła się do kolejnych odwiedzin fregaty rakietowej “Sachsen” w Gdyni. Niemiecki okręt wojenny przebywał będzie gościnnie w porcie gdyńskim w dniach 14-17 maja. W tym czasie zostanie odwiedzą go m.in. reporter gdańskiej TVP, Tomasz Złotoś oraz dziennikarze “Naszego Morza” i dziennikarka “Elle Polska”.
Mnie przypadnie przyjemność zabrania na wieczorny spacer komendanta okrętu, Fregattenkapitäna Markusa Nolte i jego oficerów na gdańską starówkę.

Zdjęcie: fregata "Sachsen" w Wilhelmshaven / Leo Walotek-Scheidegger

Zdjęcie: fregata "Sachsen" w Wilhelmshaven, jej porcie macierzystym / Leo Walotek-Scheidegger

Okręt został przyjęty do służby w 2004 roku, a jego portem macierzystym jest Wilhelmshaven. W roku 2007 fregata “Sachsen” wchodziła w skład Standing NATO Maritime Group 1. Z kolei w 2009, co jest mniej znanym faktem, wzięła udział u wybrzeży Florydy w manewrach UNITAS. Podczas tego manewru była jednym z okrętów, które zatopiły wymustrowany amerykański niszczyciel USS Conolly (DD-979). W UNITAS - oprócz “Sachsen” - wzięły udział helikoptery, amerykańskie okręty USS Oscar Austin (DDG-79), USS Donald Cook (DDG-75) oraz niemiecka fregata Lübeck (F 214).

Wielki Zapfenstreich admirała


2010
05.05

30 kwietnia b.r. został uroczyście pożegnany odchodzący w stan spoczynku wiceadmirał Wolfgang E. Nolting, głównodowodzący niemieckiej Marine. Uroczystość poprowadził w Szkole Marynarki Wojennej w Mürwik minister obrony, Karl-Theodor zu Guttenberg (CSU), przekazując dowództwo kolejnemu  inspektorowi marynarki - jak w w Niemczech nazywana jest ta funkcja - kontradmirałowi Axelowi Schimpf.
Wiceadmirał Wolfgang E. Nolting pożegnany został tzw.  Wielkim Zapfenstreichem. Jest to najbardziej uroczysta ceremonia Bundeswehry odbywająca się zawsze po zapadnięciu zmroku, przy współudziale kompanii honorowej, której część maszeruje z pochodniami oraz orkiestry.
Nolting odszedł w stan spoczynku po 43 latach służby, w tym czterech jako inspektor Marynarki. Wpływ admirała na zmiany i prowadzenie Marynarki można było usłyszeć wyraźnie w słowach ministra Guttenberga. Nazwał on  62-letniego Noltinga “admirałem, jak z podręcznika”. Minister przyznał, że jest dla niego zaszczytem móc pożegnać żywą legendą, której zasługą jest nowa jakość Marynarki w obliczu zadań międzynarodowych.
Słowa te nie są przesadzone. Wiceadmirał Nolting - zaczynający karierę wojskową jako oficer w kompanii nurków bojowych - wielokrotnie zwracał uwagę opinii publicznej oraz polityki na tematykę morską. Często poruszał kwestie, które dla innych stawały się dopiero realne, gdy pojawiły się w mediach. Jako jeden z pierwszych w Niemczech zajął się problematyką zagrożenia spowodowanego piractwem morskim.

Uroczystość, w której również miałem okazję wziąć udział, zakończona została przyjęciem w węższym gronie. I tutaj dało się usłyszeć w głosie zarówno ministra, jak i wielu attache wojskowych respekt i uznanie dla człowieka, którego ukoronował ten dzień. Nolting nie byłby sobą, gdyby nie dodał na koniec, iż jego dzieło nie byłoby możliwym bez kompetentnych i podchodzących profesjonalnie do działania oficerów.
Po raz kolejny na ważnej uroczystości z udziałem około 150 wysokich rangą oficerów Marynarek z kilku kontynentów dało się zauważyć brak wśród nich Polaka. Polska wciąż, mimo podkreślania faktu “powrotu do morza”, tego morza nie dostrzega. Konsekwencją takiego postępowania jest nie tylko upadek przemysłu budownictwa okrętowego, ale i powolny rozpad polskiej Marynarki.

Fisherman’s Friends


2010
03.19

Rupert Christie - producent z Universal (największej wytwórni płytowej na świecie) - spędzał nie tak dawno urlop w południowozachodniej Anglii, w Cornwall. W jednej z miejscowych tawern usłyszał pewnego wieczoru dziesięciu śpiewających facetów. Okazało się, że za dnia są rybakami lub pełnią służbę w Straży Przybrzeżnej. Ich śpiew zwalił Ruperta z nóg, nie pozostało mu więc innego, jak z miejsca zaangażować stare wygi morskie. Prasa angielska podaje, że chodzi o okrągłą sumę miliona euro. Projekt jest tak szybko realizowany, że już w kwietniu krążek Dziesiątki ma znaleźć się w sprzedaży.

Fisherman’s Friends: nazwa grupy jest naturalnie uśmiechem w stronę znanych cukierków “nie dla mięczaków”. Panowie śpiewają w swojej i sąsiednich tawernach od około 15 lat i planowali właśnie wydanie najnowszych kawałków na własny koszt. Rupert twierdzi, że brytyjskie listy przebojów trzeba trochę… odkurzyć, i to “just now!”
“Pożyjemy, zobaczymy”, mruczy barytonem Jeremy Brown z Fishermenów, “Na końcu zasiądziemy znowu przy barze naszej knajpy. I pośpiewamy”. Brawo chłopaki!
Steve Schofield, fotograf, którego wysłano by zrobił parę pełnych klimatu ujęć w odpowiedniej scenerii powiedział tylko “O jezu, stary, to cudowne miejsce z knajapmi, których nigdy nie zamykają!” Wygląda na to - przynajmniej ze względu na wyżej wymienione powody - że każdy powinien się wybrać możliwie szybko do Port Isaac.

Leo dziękuje serdecznie Rupertowi Christie, Benowi Woolnough i Steveiemu Schofield.

Laboe: Dzień Pamięci wszystkich zaginionych na morzu


2009
11.23

Zbudowany w 1936 roku pomnik z miejscem pamięci miał pierwotnie uczcić marynarzy poległych w I wojnie światowej. Od  30 maja 1954 roku upamiętnia pozostałych na morzu marynarzy wszystkich narodów. Halę pamięci zdobią flagi wszystkich państw członkowskich NATO, w tym i polskiej.
13 listopada b.r. miało miejsce złożenie wieńców honorowych, w którym miałem zaszczyt uczestniczyć. W uroczystości brali udział członkowie admiralicji NATO, niemieckiego rządu, marynarki, jak i przedstawiciele organizacji zrzeszających oficerów i byłych członków marynarki (wchodzącej w skład Bundeswehry).

Zdjęcie: bla

Zdjęcie: Hala Pamięci / Leo Walotek-Scheidegger

Uroczystość otworzył admirał Axel Schimpf, cytując poetę Hansa Leipa, Da hilft kein Klagen, das Schiff ist zerschlagen, co w wolnym tłumaczeniu oznacza żaden lament nie pomoże, okręt na zawsze zagłębił się w morze. Schimpf wspomniał nie tylko ofiary poniesione na morzu przez wszystkie kraje, biorące  udział w obydwu wojnach światowych. Sięgnął pamięcią również do tych, którzy utracili życie podczas wszystkich pozostałych konfliktów na morzu: od tamtych czasów do dzisiaj. Tym większe znaczenie w naszej szybko przepływającej rzeczywistości ma Dzień Pamięci - zakończył Schimpf - Ludzie, o których zapomniano, umierają po raz drugi. Zmarłych, po których nosimy żałobę, nie przywrócimy do życia, ale możemy ich zachować przed zapomnieniem.

Ceremonia złożenia wieńców uświetniona została spiewem chóru męskiego Policji Kilońskiej pod dyrekcją Imrego Sallaya. Uroczystość zakończyło solo na trąbce Oberbootsmanna Clemensa Schliepa. Odegrał on pochodzącą z czasów wojen napoleońskich pieśń Der gute Kamerad/Dobry towarzysz. Pieśn ta odgrywana jest do dzisiaj podczas oficjalnych pogrzebów (Bundeswehry), którym towarzyszy oddanie honorów wojskowych. Całość zakończyła uroczysta wieczerza w kręgu zasłużonych ludzi morza.

Zmarł 92-letni wydawca Konrad-Wilhelm Delius.


2009
09.17

7 września zmarł  w swoim domu w Bielefeld Konrad-Wilhelm Delius. Był wydawcą seniorem renomowanego wydawnictwa Delius Klasing Verlag, którym kierował blisko 40 lat. W 1989 oddał stery w ręce syna Konrada.
Konrad-Wilhelm Delius urodził się 7 września 1916 roku w Bielefeld, jako syn wydawcy Konrada Deliusa. Wychował się w Berlinie. Po zdaniu matury uczył się bibliotekoznawstwa w Monachium, następnie ukończył szkołę dla księgarzy w Leipzig. Kolejnym krokiem edukacyjnym były studia gospodarcze w Berlinie i Freiburgu. 1 października 1946 przeją z rąk ojca i stryja prowadzenie powstałego w 1911 roku wydawnictwa, które przekazał czwartej generacji w 1989 roku.

Konrad-Wilhelm Delius doprowadził do rozkwitu bielefeldzkiego wydawnictwa czyniąc je największym domem wydawczym od tematycznych zainteresowań w Europie. Wydawnictwo prowadził ze swoimi braćmi, Hansem-Heinrichem i Kurtem Deliusem. Jako namiętny żeglarz wprowadził ponownie na rynek powstały w 1904 roku magazyn YACHT, było to w 1949. YACHT jest największym magazynem żeglarskim Europy.
W kolejnych latach doszły do tego następne printmedia, stając się również największymi w swoim sektorze. Należą do nich m.in. magazyn łodzi motorowych BOOTE jak i magazyn sceny windsurfingowej SURF.
Konrad-Wilhelm Delius rozbudował również w bardzo znaczącym stopniu tytuły książkowe związane z żeglarstwem, tworząc z Delius Klasing Verlag najbardziej prestiżowe wydawnictwo jachtingowe w Europie.
Był człowiekiem “starej szkoły”, na pierwszym miejscu liczyło się dla niego zadowolenie i jakość pracy jego pracowników. Charyzmatyczny wydawca cenił najwyżej prawdziwie ludzkie cechy, co zapewniło mu do końca uznanie, zarówno w swoim wydawnictwie, jak mieście i regionie. Wydawnictwo Delius Klasing Verlag nie byłoby tym, czym jest bez jego pozytywnego piętna.

Władcy Kontenerów, czyli o elicie niemieckich armatorów


2009
09.14

„Władcy kontenerów“ wyraża bez przesady mało znaną prawdę. Ponad 5.000 kontenerowców pływa po morzach i oceanach. Właścicielami co trzeciego z nich są niemieccy inwestorzy, natomiast zarządzaniem tymi jednostkami trudnią się hamburscy menadżerowie. Kim są ci kierujący morskim handlem?
Książka ta może być określona jako doskonałe skrzyżowanie reportażu z thrillerem. Naturalnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu, jako że opisywani protagoniści są legalnie działającymi na rynku biznesmenami. Portret ludzi i rynku kontenerowego napisany został doskonałym językiem, a jednocześnie sam temat jest tak ciekawy i trzymający w napięciu, jak… dobry kryminał. Erik Lindner nie stworzył pomimo tego łańcuszka „spełnionych biografi“. Jest to bardziej portret kreatywnej grupy ludzi, z pewnym zacięciem do gospodarczej przygody i ryzyka.
Poszczególne rozdziały są przeplatane interesującym i pełnym smaczków opisem poszczególnych pól działania. Te z kolei ukazują obraz niecodziennej – i gigantycznej – scenerii gospodarczej (jaka w tej formie i dziedzinie nie jest w Polsce znana), nie tylko nad Elbą, ale również wewnątrz zglobalizowanej gospodarki światowej.
Niektóre z ujętych wypowiedzi wyglądają dość interesująco z perspektywy kilkunastu miesięcy. I tak na przykład słowa armatora „Hansa Stavangera“ nie wyglądają już tak różowo w świetle dzisiejszych faktów, jak wtedy, mówione bardziej w teorii. Nie czyni to tego armatora negatywnym bohaterem, ale na pewno bardziej ludzkim. I ukazuje, że nietylakność Władców Kontenerów jest iluzją żyjącą w wyobraźni nieznających tematu. Są oni bowiem tak samo wystawieni na nieoczekiwane sytuacje nie tylko rynkowe, jak przeciętny przedsiębiorca „lądowy“. Choć ten nie wydaje się być tak mityczną postacią, jak oni. Kreatywne podejście do wyzwań jest tu w większości kluczem do sukcesu.
Niewiele jest publikacji, które w tak interesujący sposób podejmują się tak – zdawałoby się – nudnego na pierwszy rzut oka tematu, jak gospodarka morska. “Die Herren der Container” to lektura pełną parą trafiająca w oczekiwanie wymagającego czytelnika.

Die Herren der Container: Deutschlands Reeder-Elite
Wydawnictwo: Hoffmann & Campe Verlag
Rodzaj: popularno-naukowa
Rok wydania: 2008
Twarda okładka, 288 stron, czarno-białe zdjęcia
ISBN: 978-3-455-50090-5

19,95 euro

Do kupienia na amazonie:

Historyczne „tak“ z Brukseli


2009
07.23

Komisja Europejska uznała 251 milionów euro pomocy dla legendarnej – jak podają zachodnioeuropejskie media – Stoczni Gdańskiej. Ostatni model planów restrukturyzacji został zaakceptowany przez Brukselę. Pomimo tego niektóre działy mają zostać zredukowane, co spowoduje zwolnienie na jesieni około 400 osób.
Rząd w Warszawie zobowiązał się do udzielenia zakładowi dodatkowej, zwrotnej pomocy publicznej wysokości 150 milionów PLN. Oznacza to, że produkcja w Stoczni Gdańskiej zostanie utrzymana.
Decyzja Brukseli kończy długoletnie negocjacje pomiędzy Polską a najwyższymi instancjami europejskimi kontrolującymi rozwój wolnego rynku.
- To jeden z najcięższych przypadków, przy których miałam okazję pracować – powiedziała Komisarz Neelie Kroes.
Jej „nie“ oznaczałoby, że właściciel stoczni, ukraiński koncern ISD, musiałby zwrócić otrzymaną wcześniej pomoc publiczną. Odpływ tej potężnej sumy uczyniłby stocznię niewypłacalną.

Pomimo tego nie jest to stuprocentowy powód do radości. Obecna sytuacja na rynku stoczniowym nie jest specjalnie zadowalająca. Trwający wciąż kryzys spowodował obniżkę konsumpcji, a tym samym zapotrzebowanie na towary docierające do Europy z innych kontynentów, głównie z Azji Południowowschodniej. To z kolei doprowadziło do mniejszego ruchu na morzach i oceanach. W samych Niemczech “odstawione na parking” zostało ponad 400 jednostek z liczącej 3.500 statków floty naszego sąsiada. Ta nadwyżka kontenerowa spowodowała z kolei bardzo drastyczne skreślenia zamówionych wcześniej w stoczniach statków. Tym samym więcej stoczni boryka się obecnie z brakiem zamówień i walczy o mniejszą liczbę klientów. Niektórzy z konkurentów są również dużo lepiej wyspecjalizowani niż kolebka “Solidarności”.

175 lat Rickmersa!


2009
07.21

Mało jest firm, które tyle na przemian zyskiwały i traciły, i które wciąż należą do czołówki nie tylko europejskiej, ale również światowej. Jednocześnie jest to przedsiębiorstwo, które ma długą tradycję zatrudniania polskiej kadry Żeglugi Wielkiej.
Od 175 lat w branży morskiej działa rodzina Rickmers. Dzisiaj już piąta generacja prowadzi dwa oddzielne koncerny. Bracia - jednocześnie hamburscy armatorzy - Bertram i Erck Rickmers działają według motta “Jedna rodzina – dwa przedsiębiorstwa”. Za tymi imionami stoją Rickmers Holding GmbH & Cie. KG (Betram R.C. Rickmers) oraz E.R. Schiffahrt/Nordcapital (Erck R.C. Rickmers).

Zdjęcie: Bertram i Erck Rickmers / © E.R. Schiffahrt/Nordcapital

Zdjęcie: Bertram i Erck Rickmers / © E.R. Schiffahrt/Nordcapital

Historia sukcesu Rickmersów narodziła się w 1834 roku, kiedy pochodzący z Helgolandu Rickmer Clasen Rickmers, założył stocznię Rickmers Werft w Bremerhaven. Kiedy w latach osiemdziesiątych stocznie  Zachodniej Europy upadały jedna za drugą, jego prawnuk otrzymał za nią… jedną markę zachodnioniemiecką.
Ale wcześniej rodzina rozwinęła działalność w branży młynów ryżu, transportu morskiego, handlu w Azji Południowowschodniej i transportu morskiego na stałych trasach (armatorstwo liniowe). Również wojny i zaczynanie od zera należały do dnia powszedniego niektórych generacji (wszystkie statki były konfiskowane przez państwo w dniu wybuchu wojny). Historia rodziny odzwierciedla więc również socjalną historię Niemiec od początku XIX stulecia po dzień dzisiejszy.
Bertram i Erck Rickmers prowadzą dzisiaj dwa niezależne od siebie koncerny, które zatrudniają ponad 5.000 osób na morzu i lądzie. Wśród nich jest wielu Polaków.

Ponadprzeciętność przedsiębiorcy można rozpoznać czasem po stylu obchodzenia własnych rocznic. Na początku miesiąca bracia Rickmers świętowali 175-tą rocznicę swojej firmy przyjęciem, na które przybyło 450 międzynarodowych gości, z których część jest ich partnerami biznesowymi. Obchody zapoczątkowała konferencja dotycząca niedalekiej przyszłości gospodarki światowej. Referentami byli ludzie, z których prawie każdy ma szansę na otrzymanie Nagrody Nobla w swojej dziedzinie:

  • Niall Ferguson, Professor of Economic History, Harvard University
  • Kishore Mahbubani, Professor of Public Policy, University of Singapore
  • Nouriel Roubini, Professor of Economics, New York University’s Stern School of Business
  • Nassim Nicholas Taleb, Professor of Risk Engineering, New York University’s Polytechnical Institute

Obaj bracia dysponują dwoma flotami liczącymi ponad 200 jednostek (na morzu i w budowie), na których pływają oficerowie i marynarze jedenastu narodowości.
4mare.com gratuluje potwierdzonego po raz 175-ty sukcesu!