Przy tej okazji chciałbym życzyć wszystkim moim przyjaciołom, partnerom biznesowym, wydawnictwom, redakcjom oraz naturalnie moim szanownym czytelnikom i czytelniczkom - na lądzie i na morzu - radosnych świąt i szczęśliwego nowego roku 2011!
Merry Christmas and a Happy New Year - Hyvää joulua ja onnellista uutta vuotta - Kamgan Ukudigaa - З Новым годам - E güeti Wïnâchte un e gleckichs Nej Johr - Glædelig jul og godt nytår - ᖁᕕᐊᓱᒡᕕᒻᒥ ᖁᕕᐊᓱᒋᑦ/ ᖁᕕᐊᓱᕝᕕᓯᐅᑦᓯᐊᕆᑦ ᐊᒻᒪ ᕿᑎᙳᒪᕆᒃ - Schöni Wienachte und e guets neus Jahr - Καλά Χριστούγεννα! - 明けましておめでとうございます - Joyeux Noël et bonne année - Feliz Natal e próspero ano novo - Rõõmsaid Jõulupühi - Gledhilig jól - 즐거운 성탄절 보내시고 새해 복 많이 받으세요 - God jol og godt nyttår - Geseende Kerfees - Glæd Geol and Gesælig Niw Gear - A Blythe Yule an a Guid Hogmanay - ᑯᕕᐊᓇᒃ ᐃᓄᕕᐊ - Maligayang pasko at manigong bagong taon - Wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku - God jul och gott nytt år - สุขสันต์วันคริสต์มาส และสวัสดีปีใหม่ - Yeni yılınızı kutlar, sağlık ve başarılar dileriz - Veselé vánoce a šťastný nový rok
Dokładnie przed dwudziestu laty - 4.11.1991 - na Północnym Atlantyku zakończył się sztorm stulecia, opisany później w książce Sebastiana Jungera “Gniew oceanu”. Fanom kina znany jest film o tym samym tytule, z Georgem Clooneyem i Markiem Wahlbergiem w rolach głównych, w reżyserii Wolfganga Petersena (Petersen zaadoptował dziennikarski pierwowzór Jungera). The 1991 Perfect Storm zwany również jako Halloween Nor’easter of 1991, powstał w wyniku nałożenia się na siebie trzech frontów meteorologicznych: “gasnącego” huraganu Grace, dodatkowego systemu niżowego, który akurat zaczął przekształcać się w huragan i potężnego frontu zimnego powietrza, które nadciągnął znad Wielkich Jezior. Te trzy ekstremalne systemy pogodowe nie odbiły się od siebie, jak początkowo przypuszczano lecz wchłonęły się nawzajem tworząc gigantyczny orkan.
Tytuł amerykańskiego orginału “Perfect storm” może epatować przesadą, jednak określenie “perfekcyjny” pochodzi nie od reżysera czy autora książki. Nadany on został orkanowi przez meteorologów. W znaczeniu tych ostatnich orkan był tworem perfekcyjnym zarówno jeśli chodziło o jego wyjątkowo rzadkie warunki powstania jak i potencjał niszczącej siły, jaką dzięki temu rozwinął. Wielu naukowców i meteorologów, którzy wówczas opracowywali na bieżąco otrzymywane informacje jeszcze dzisiaj mówią “jeszcze gorzej wtedy nie mogło być”.
Zdjęcie: Helikopter amerykańskiej straży przybrzeżnej zbliża się podczas sztormu stulecia do jachtu Satori, 75 mil morskichna południe od Nantucket Island, 1991 / USCG
W jaki sposób powstają fenomenty tego typu? Ich siłą napędową są tzw. jetstreams zwane po polsku prądami strumieniowymi. Są to wąskie strumienie przenoszące z prędkością przynajmniej 100km/h olbrzymie masy powietrza pomiędzy górną częścią troposfery a dolną stratosfery. Jetstreamy wieją zawsze z zachodu na wschód. Huragany, fronty chłodne, jak również tropikalne strefy konwergencji w pewnym momencie swojego rozwoju są “porywane” przez prądy strumieniowe i pędzone przez nie na wschód. Cechą typową dla jetsreamów jest to, że nie wieją ze stałą siła, lecz zachowują się podobnie do pracującego pod ciśnieniem węża strażackiego, który wyrwie się strażakom z rąk: zaczynają się wściekle wić. Zachowania tego tego typu potrafią doprowadzić do powstania huraganów wielkości całego kontynentu. Nad Północnym Atlantykiem fenomeny tej wielkości powstają nad Arktyką. Są to potężne fronty chłodne zwane antycyklonami, ponieważ tworzące je warstwy zimnego powietrza kręcą się od wewnątrz przeciwlegle do ruchu wskazówek zegara. Na ich frontalnej flance powstają systemy niskiego ciśnienia, które czasem potrafią przerodzić się w huragan. Kiedy dokładnie i dzięki czemu ruch mas powietrza może przeobrazić się niszczycielski żywioł, co dokładnie stanowi zapalnik powodujący jego nieodwracalne powstanie, na ten temat naukowcy spierają się po dziś dzień. Człowiek na obecnym poziomie swojej wiedzy nie jest w stanie dać na te pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Pewnym jest, że huragany powstają w miejscach, gdzie prądy strumieniowe natrafiają na subtropikalne masy powietrza. W Ameryce Północnej do takich regionów zalicza się okolicę Wielkich Jezior, Prąd Zatokowy - Golfsztrom - przed Cape Hatters oraz południowe Appalachy.
Ponieważ powietrze wokół tych huraganów kręci się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara nadciągają one zawsze z północnego-wschodu. Właśnie dlatego nadano im nazwę Nor’ easters. Z jaką siłą te niszczycielskie twory pogodowe zabierają się za swoje żniwo uwidacznia ich potoczna nazwa, jaką posługują się amerykańscy meteorolodzy: the bombs, bomby.
Pod koniec roku 1991 pogoda załamała się wprost w fatalny sposób. Boje meteorologiczne, które Amerykanie i Kanadyjczycy utrzymują dla celów naukowych rozstawione pomiędzy Bostonem a Grand Banks, przekazywały w dniu rozpoczęcia orkanu informacje najpierw o doskonałej pogodzie dla żeglarzy, a godzinę później powstanie 7-11 metrowych fal i wiatru o sile około 80 węzłów (to w przybliżeniu 140,16 km/h).
Podczas sztormu stulecia zginęło 13 osób. Jednym z tych, którym się udało, był - pisałem o tym na łamach “Naszego Morza” - niemiecki kapitan Emil Feith, który znajdował się na mostku dowodzonej przez siebie “Svea Pacific”.
Rybacy z kutra “Andrea Gail” - pokazani w “Gniewie Oceanu” - należeli do zaginionych. Tak książka Jungera, jak i film Petersena opowiadają również epizod jachtu “Satori”, którego załoga uratowana została przez amerykańską straż przybrzeżną, US Coast Guard. Skiper jachtu, Ray Leonard, nie odegrał przy tym specjalnie bohaterskiej roli (w filmie jacht nosi nazwę “Mistral”). Leonard do dzisiaj zaprzecza temu, że jego rola została pokazana zgodnie z prawdą. Straży przybrzeżnej zarzuca zmuszenie go do opuszczenia swego jachtu (który z lekkimi uszkodzeniami został później odnaleziony). Wygląda jednak na to, że żeglarz zapomniał - co potwierdziły dwie kobiety żeglujące wtedy z nim na jachcie - że podczas sztormu zaczął pić dla uspokojenia alkohol, a następnie wpadł w stan apatii. Obydwie kobiety, zdając sobie sprawę, że nie podołają w dwójkę tak potężnemu sztormowi zdecydowały się na wezwanie pomocy. Leonard swoją postawą potwierdza, że po fakcie - będąc przy życiu i na suchym lądzie - zawsze ma się ostatnie, jedynie słuszne zdanie. Nie da się jednak ukryć, że bez amerykańskiej straży przybrzeżnej liczba zaginionych byłaby wyższa.
Szkody, których dokonał szturm oszacowano na około 200 milionów dollarów.
4mare wspomina dzisiaj nie tylko tych, którzy zostali wtedy na morzu, ale również tych, którzy zaryzykowali własnym życiem, by nieść pomoc innym. W dniach 28.10-1-11.1991 były to głównie załoga kutra US Coast Guard “Tamaroa”, oraz załogi dwóch śmigłowców ratunkowych . Jedna z maszyn musiała przymusowo wodować podczas sztormu, so spowodowało śmierć jednego z pilotów.
Poraz kolejny wylądowałem w Mieście Aniołów, cytując stary dobry kawałek Murraya Heada. Bangkok jest nie tylko niesamowicie pięknym miastem, jest przede wszystkim fascynującym miejscem, być może nawet zjawiskiem. Jest swego rodzaju wirusem, albo się go ma albo nie. To prowadzi do sytuacji, w których nawet dobry drink jest mniej warty niż wizja ustrzelenia najlepszego zdjęcia danego wieczoru.
Jestem nieprzerwanie zdania, że designerzy projektujący wygląd miast w trzech ostatnich odcinkach Gwiezdnych Wojen - zwłaszcza w przypadku Coruscant - oparli się o własne wspomnienia z nad rzeki Chao Phraya. Bangkok jest bezsprzecznie planetą.
Temat, który pojawia się na łamach 4mare.com musi być “morski”, choć niekoniecznie słonowodny. Moja długa nieobecność spowodowana była między innymi rejsem po Rzece Kwai, zakończonym wejściem na znany z powieści i późniejszego filmu most.
Niebawem więcej na ten temat, tymczasem dziękuję za cierpliwość i wyrozumiałość ujęciem “błękitnej godziny “Bangkoku.
Zdjęcie: Bangkok, metropola nad Chao Phraya / Leo Walotek-Scheidegger
Niemiecka Marynarka Wojenna przejmuje w najbliższym czasie kierowanie europejską misją antypiracką Atalanta. W poniedziałek, 18 lipca, fregata BAYERN, jedna z czterech fregat klasy Brandenburg, opuszcza swój port macierzysty w Wilhelmshaven, by u Rogu Afryki przejąć rolę okrętu flagowego i dowodzenie misją. Dokładnie od 13 sierpnia przez cztery miesiące Niemcy będą kierować europejską mini-armadą.
Fregatą BAYERN dowodzi Fregattenkapitän Andreas-Peter Graf von Kielmansegg (44). Jego okręt będzie potrzebował dwóch tygodni na tranzyt, by dotrzeć do strefy działania. Na wodach Adenu zajmie jednocześnie miejsce fregaty NIEDERSACHSEN, której służba w ramach Atalanty dobiegła końca.
Dowodzenie Atalantą przejmie admirał Thomas Jugel (53), dowódzca niemieckiej Pierwszej Flotylli. Poza Niemcami w operacji biorą udział inne państwa członkowskie UE: Belgia, Francja, Grecja, Włochy, Luksemburg, Niederlandy, Hiszpania i Szwecja. Polski wciąż brak.
Fregata zabiera ze sobą dwa śmigłowce typu Sea Lynx MK88A. Wchodzą one w skład 3 Dywizjonu Morskiego “Graf Zeppelin”, który stacjonuje w Nordholz. Miałem okazję odwiedzić tą jednostkę w zeszłym roku. Wysyła ona regularnie na potrzeby Atalanty samoloty zwiadowcze Lockheed P-3 Orion.
Na pokładzie okrętu znajduje się również odzdział specjalny, tzw. Mobile Protection Element (MPE). Jego zadaniem jest ochrona fregaty przez zagrożeniem z bliska - np. przez speedbooty - jak i kontrola podejrzanych łodzi i statków na wodach wokół Somalii.
Zdjęcie: F 217 BAYERN całą naprzód! / Marine, PIZ Marine
A.P. Moeller-Maersk - koncern kojarzony głównie z największymi kontenerowcami - inwestuje dalej w swoją działalność wydobywczą. Duński koncern zamówił dwie nowe jednostki w Korei Południowej. W stoczni Samsung Heavy Industries zostaną zbudowane dla Duńczyków kolejne dwa statki wiertnicze, tzw. ultra-deepwater drillships. Ich praca będzie podlegała bezpośrednio koncernowi-córce, Maersk Drilling, zajmującej się tylko wydobyciem ropy i gazu na morzu. Obydwa statki mają zostać oddane do użytku w drugim i trzecim kwartale 2014 roku. Inwestycja Maerska opiewa na sumę 1,3 miliarda dolarów.
Dyrektor generalny Maersk Drilling, Claus Hemmingsen, zarysował ostatnio wyraźnie cele strategii, którą kieruje się podlegająca mu firma: Czujemy się na siłach, by niebawem należeć do najważniejszych graczy, jeśli chodzi o segment wydobycia głębinowego - powiedział w zeszłym tygodniu.
Zdjęcie: Tak będą wyglądały: design obydwu nowych zamówień / Maersk Drilling
Obydwie jednostki będą liczyły 228 metrów długości, a ich design nie będzie odbiegał od zamówionych przez Maersk w kwietniu tego roku dwóch innych statków wiertniczych. Wstystkie jednostki mają operować do głębokościach 3.650 m i nawiercać szyby do 12.200 m. 230 osób znajdzie na dwóch ostatnich pracę, będzie to zarówno załoga, jak i zespół inżynieryjny.
Jako pierwszy armator na świecie Stena Line wprowadziła na pokład statku turbinę wiatrową. Dwie pracujące w pionowym trybie urządzenia zainstalowano na dziobie promu obsługującego linię Göteborg - Frederikshavn. Stena Jutlandica wytwarza za pomocą wiatru tyle prądu ile w roku potrzebują cztery domy jednorodzinne. Innymi słowy jest to rocznie około 23.000kWh, które na promie są wykorzystane do oświetlenia między innymi pokładów samochodowych. Armator Stena Line pracuje obecnie nad wprowadzeniem w życie około 200 projektów ekologicznych na swoich jednostkach. W Skandynawii jest posiadaczem dumnego certyfikatu ISO 14001 (jeden ze standardów ISO, normujący zarządzanie środowiskowe). I tak np. w porcie w Göteborgu statki Steny Line są zaopatrywane prądem z lądu, nie z własnych maszyn. Wprowadzeniem turbin na pokład Stena Line po raz kolejny podkreślą swoją pionierską rolę we wdrażaniu “zielonych” technologii na morzu w życie.
Interesującym produktem ubocznym turbin jest redukcja oporu powietrza promu. Dzięki temu rocznie zaoszczędzane jest 80 do 90 ton paliwa: roczna równowartość ogrzania 28 domów jednorodzinnych. To z kolei oznacza zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o 269 ton i siarki 0 1,7 tony. Moc generatorów turbin promu Stena Jutlandica wynosi 2 x 4 KW.
Tegoroczny sezon żeglugi dla Przejścia Północno-Wschodniego należy uznać za otwarty. W ubiegłym tygodniu z Murmańska wypłynął tankowiec - panamax - “Perseverance”. Portem docelowym jest jeden z portów chińskich, do którego 70.000-tonowy olbrzym ma dotrzeć około 20 lipca.
Na wodach Przejścia Północno-Wschodniego, które wciąż pokrywa lekka powłoka lodowa, tankowiec jest eskortowany przez rosyjski lodołamacz atomowy, “Yamal”. Jak podaje Barents Observer - norweski serwis newsowy skoncentrowany na regionie wokół Morza Barentsa - w 2011 roku sezon na tym szczególnie trudnym szlaku morskim zaczął się wyjątkowo wcześnie, co spowodowane jest bardzo mocnym topnieniem pokrywy lodowej.
Zdjęcie: Rosyjski pożeracz lodu: atomowy lodołamacz "Yamal" / Der Spiegel & Frank Sistenich
“Perseverance” jest czarterowany przez Novatek. Koncern ten jest po na wpół państwowym Gazpromie drugim największym producentem gazu ziemnego w Rosji. Novatek skoncentrował się na wydobyciu gazu na dalekiej północy. Sama jednostka, podążająca obecnie wzdłuż północnych wybrzeży Syberii, posiada klasę lodową - znak wzmocnień lodowych - 1A. W porównaniu z drogą przez Kanał Sueski Przejście Północno-Wschodnie jest dużo krótsze dla statków podążających z Europy do Azji. W przypadku obecnego kursu “Perseverance” trasa będzie blisko o połowę krótsza. W Zatoce Kolskiej na wyjście oczekują kolejne tankowce. Novatek planuje czarter kolejnego tankowca, który ma również obsługiwać trasę na północ od Syberii. Jest nim pływający pod liberyjską flagą “Vladimir Tikhonov”. Według rosyjskich medów rodzima flota lodołamaczy o napędzie atomowym w tym roku będzie towarzyszyła jeszcze około pietnastu razy tankowcom na pełnym odcinku trasy Przejścia Północno-Wschodniego.
Foto: Perseverance in Calandkanaal, Rotterdam / Max Müller, www.maxmueller.wordpress.com
Zdjęcie: Pokaz SAR w Juneau / US Coast Guard, Petty Officer 2nd Class Walter Shinn
W połowie maja 2011 w Juneau, stolicy Alaski, odbył się po raz drugi Festiwal Morski Juneau. Gwoździem programu nie były jednak kiełbasy z grilla. Przed zebraną na nabrzeżu portowym widownią swoje umiejętności zaprezentowała straż przybrzeżna, US Coast Guard. Załoga śmigłowca ratunkowego MH-60 Jayhawk, stacjonująca w bazie w Sitce, przeprowadziła pokaz misji SAR, polegającej na odnalezieniu i uratowaniu z wody rozbitka. SAR, search and rescue, jest określeniem odnoszącym się głównie do ratownictwa morskiego i górskiego.
Zaledwie tydzień później, 22 maja, ratownicy musieli sprostać realnemu wezwaniu o pomoc. Tego dnia 80 mil morskich na północ od wyspy Kodiak zatonął w Zatoce Alaska kuter z kilkoma turystami na pokładzie. Kapitanowi w ostatnim momencie udało się nadać sygnał mayday, który odebrała alaskańska centrala USCG. Wszystkie pięć osób zostało uratowanych. Poniższe zdjęcie pokazuje ratownika USCG, Petty Officer 3. Klasse Ralpha Aguero, który akurat dopływa do tratwy ratunkowej z rozbitkami. Jego zadaniem będzie pojedyncze umiejscowienie każdego z rozbitków w koszu ratunkowym, którym zostaną oni wciągnięci na pokład śmigłowca.
Zdjęcie: pięciu rozbitków kutra tuż przed ewakuacją / US Coast Guard, Petty Officer 3rd Class Devin Lloyd
Royal Dutch Shell plc - w skrócie Shell - wydała ostatnie zgody dla rozpoczęcia projektu Prelude Floating Liquefied Natural Gas. Jest to w 100% finansowany przez Shell projekt: pierwsza i jednocześnie największa na świecie pływająca stacja wydobywcza (FLNG). “Statek” ten ma być zakotwiczony około 90 mil morskich od północnych wybrzeży Australii. Stacja będzie wydobywać gaz z pól gazowych, schładzać go na pokładzie i tym samym skraplać, czyniąc od razu zdatnym do transportu.
FLNG ma zostać wybudowana w jednej ze stoczni południowokoreańskich. Kolos ten będzie miał długość 488 m, czterokrotnie większą od boiska. W pełni wyposażona stacja będzie ważyła ponad 600.000 t, co odpowiada sześciokrotnej wadze największego współczesnego lotniskowca. Shell podaje, że 260.000 t wagi przypada na elementy stalowe konstrukcji, co byłoby porównywalne z pięciokrotną ich ilością w słynnej konstrukcji mostu portowego z Sydney.
Zdjęcie: "Prelude", gigantyczna pływająca stacja FLNG / Shell
„Dzięki tej innowacyjnej technologi będziemy mogli eksploatować pola gazowe, które normalnie byłyby nieopłacalne ze względu na koszty wydobycia“, powiedział Malcolm Brinded, Executive Director Upstream International w Shellu. „Nasza zgoda na realizację tego projektu jest kolejnym krokiem milowym dla całej branży LNG, ponieważ jest wyraźnym sygnałem za wydobyciem najbardziej czystych energii kopalnych, jakich dzisiaj wymaga konsument.“
Shell postawił w technologii FLNG na innowację. Z jednej strony pływająca stacja jest uzupełnieniem wydobycia gazu na lądzie, co zamyka lukę przemysłową, z drugiej musi spełnić specjalne wymagania, by nadawać się do bezpiecznej pracy na morzu. “Prelude”, jak będzie nazywała się stacja, ma sprostać skrajnym warunkom pogodowym wywołanym przez supercyklon, czyli szturm tropikalny kategorii 5. Kategoria F5 jest najwyższą w skalach Fujita i Saffir-Simpson, określających siłę i skalę cyklonów.
Wydobyty przez “Prelude” gaz będzie schładzany na pokładzie do temperatury -162° C. Powoduje to skroplenie gazu przy jednoczesnym 630-krotnym zmniejszeniu jego objętości. Stacja ma bezpośredni dostęp dla tankowców LNG, które prosto z jej pokładu będą zabierały gaz i inne produkty wytwarzane przez “Prelude”. Do tej pory procedura wydobywcza wyglądała w ten sposób, że z pól gazowych prowadzono rurociągi na dnie morza do lądu, gdzie gaz był chłodzony i skraplany.
“Prelude” została już w trakcie planowania realizowana z dużą szybkością. Jednym z wymogów było założenie, by wydobywać gaz najpóźniej dziesięć lat od odkrycia nowych pól gazowych. Stacja FLNG wydobędzie 3 biliony metrów sześciennych gazu z pola gazowego Prelude. Pole to zostało odkryte przez Shell w roku 2007.
Dzienne wydobycie stacji ma odpowiadać 110.000 baryłkom ropy naftowej, rocznie przynajmniej 5,3 milionom ton ciekłych węglowodorów. Shell wyodrębnia tutaj ciekły gaz ziemny (LNG) w ilości 3,6 milionów ton, kondensat: 1,3 miliony ton i gaz ciekły (LPG): 0,4 miliona ton (rocznie). Shell zakłada, że “Prelude” będzie pracowała około 25 lat na polu gazowym Prelude. Stacja ma być pomimo tego wykorzystywana jednocześnie w późniejszym czasie do nawiercania sąsiednich pól gazowych, na których prawa wydobywcze ma również - częściowo - Shell.
Projekt Prelude jest pierwszym australijskim projektem upstreamowym Shella, który w pełni należy do koncernu. Australia należy do najsilniej rozwijających się rynków Shella. W samym dziale upstream Shell w następnych pięciu latach dokona inwestycji rzędu 30 miliardów USD.
Książka Jürgena Gerlacha jest doskonałą odpowiedzią na pytanie: “Kajak, z czym to się je?” Autor nie napisał ani jednego zbędnego zdania, jednocześnie w doskonały sposób podał wszystkie ważne informacje dotyczące kajakarstwa, zarówno jako sportu o wielu twarzach (turystyka, turystyka morska, kajakarstwo górskie), jak i ekwipunku kajakarskiego. Gdzie i kiedy, co i jak powinno być użyte lub jest niezbędne chociażby ze względu na bezpieczeństwo, jak wygląda poprawna praca wioseł; odpowiedzi na wszystkie tego typu pytania można odnaleźć na 156 stronach niniejszej publikacji.
Gerlach, co nie mniej ważne, nie popada w żargon fachowy, co uczyniłoby tekst przemądrzałym i nudnym. Książka ta, będąca w zasadzie informatorem/poradnikiem, jest napisana ciekawym i żywym językiem, a sam tekst wzbogacony jest o zdjęcia i grafiki, ilustrujące w jasny sposób omawiane zagadnienia. Publikacja ta jest zarówno zbiorem ogólnej wiedzy dla początkujących, jak i swojego rodzaju leksykonem wspomagającym czytelnika przy “wypadach” w inne dyscypliny kajakarstwa niż dotąd przez niego uprawiane. Jeśli pływało się do tej pory wyłącznie po rzekach i jeziorach, znajdzie się tu wszystkie ważne informacje dotyczące turystyki morskiej czy kajakarstwa górskiego.
Pomimo tego, że od około 14 lat zajmuję się turystyką z wiosłem w ręku, znalazłem w książce Gerlacha dużo nowych informacji.
Książka w twardej obwolucie jest jak najbardziej warta inwestycji i godna polecenia. Tym bardziej, że wzbogaca polskiego czytelnika o słownictwo, które pomoże mu pokonać klasyczne trasy wodne Szwajcarii, Austrii i Niemiec.
—
Jürgen Gerlach: Der Kajak: Das Lehrbuch für den Kanusport
Delius Klasing Verlag
Reihe: Wassersport, Kanusport
Erscheinungsjahr: 2010
Ausstattung: gebundene Ausgabe, 156 Seiten, 23,2 x 15,3 x 1,8 cm
ISBN-13: 978-3768832182