Pomimo prawie wiosennego uczucia zima wciąż daje się we znaki, zwłaszcza na Bałtyku. Północna część basenu jest wciąż skuta lodem, co powoduje sporo opóźnień w kursach i komplikacje w międzynarodowym ruchu statków i promów w tym rejonie morza.
W piątek około 50 statków utknęło w lodzie pomiędzy Finlandią a Szwecją. Ponieważ niesprzyjające warunki atmosferyczne – głównie wiatr – doprowadziły do bardzo mocnego spiętrzenia się lodu przed szwedzkim wybrzeżem, jednostki nie mogły oswobodzić się z lodu „o własnych siłach” lub też ich wyjście z portu zostało przesunięte.
W czwartek, na skutek „lodowego korka” doszło do lekkiej kolizji dwóch RoPax-promów. Należące do finlandzkiego armatora Viking Line statki zderzyły się ze sobą na północ od Stokholmu. Najpierw prom „Amorella” utkwił w torze przygotowanym przez lodołamacze, który jednak został szybko zablokowany przez spiętrzający się lód. Na pokładzie jednostki przebywało prawie 1000 pasażerów. Niedługo później w tarapaty dostała się „Isabella”, zmierzająca z 1153 pasażerami na pokładzie ze Stokholmu do fińskiego Turku. Unieruchomiony lodem prom został zepchnięty na „Amorellę”. Jak podały szwedzie służby ratunkowe, nikt z pasażerów nie doznał uszczerbku na zdrowiu. Pomimo tego szwedzka Marynarka Wojenna utrzymywała w pogotowiu poduszkowce oraz śmigłowce ratunkowe, by w przypadku zwiększonego zagrożenia muc szybko ewakuować pasażerów.
Podczas, gdy prom „Isabella” oswobodził się sam jeszcze tego samego wieczoru z lodu i powrócił do stokholmskiego portu, pasażerowie „Amorelli” musieli spędzić dodatkową noc na morzu w oczekiwaniu pomocy lodołamacza.
Szwedzka Izba Morska skrytykowała wychodzących w morze kapitanów lekceważących ostrzeżenia, co doprowadziło do sytuacji wymagającej ponadprzeciętnego wejścia do akcji lodołamaczy, których liczba jest ograniczona.
Foto: Foto: lodołamacz USCG "Polar Sea" / USCG, Petty Officer 3rd Class Jonathan Lally
Inna lodołamaczowa kartka pocztowa nadeszła z Kodiak na Alasce. Kuter i lodołamacz amerykańskiej straży przybrzeżnej US Coast Guard Cutter „Polar Sea” opuścił na początku miesiąca port w Kodiak, by udać się na 8 tygodni w rejon wód arktycznych. „Polar Star” bierze udział w półrocznych badaniach Bering Ecosystem Study (BEST) (pdf-Info), projekcie badającym zmiany w ekosystemie Morza Beringa w latach 2007-2012. Badania są prowadzone i finansowane przez North Pacific Research Board i National Science Fundation.
Mottem düsseldorfskich targów “boot” jest, jak to określają reklamy, „ 360°-owa panorama sportów wodnych“. Nie jest to specjalnie przesadą, ponieważ chodzi o największą tego typu imprezę na świecie. Dzisiaj otwiera ona swoje wrota przed wszystkimi, którzy czują się w jakimś stopniu związani z wodą. Obojętnie czy odwiedzającemu chodzi o superjacht czy kajak, wędkę lub deskę surfingową, na “boot” można znaleźć prawie wszystko. Również literatura fachowa ma swoich przedstawicieli: czerwone dywany przed czytelnikami rozwinie między innymi wydawnictwo Delius Klasing Verlag, największe w Europie. Pomiędzy jego książkami znajdzie się na pewno kilka pozycji mogących być nie tylko dobrą lekturą podczas kiepskiej pogody…
Targi “boot” zaczynajä siÄ dzisiaj i będą stolicą światowych sportów wodnych do 31 stycznia. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak życzyć każdemu dobrej podróży do “mojego” miasta oraz… udanych zakupów!
Zdjęcie: hollenderski "Cadillac" na "boot" / Leo Walotek-Scheidegger
Duża część mojej działaności przenosi się na powrót za zachodnią granicę Polski. Ze względu na publikacje i wywiady dotyczące zadań współczesnej (niemieckiej) Marynarki zaproponowano mi promowanie tej ostatniej za pomocą Fundacji Imienia Carla Rudolpha Bromme (1804-1860), pierwszego admirała floty niemieckiej (jeszcze z przed czasów tej zwanej cesarską). Jednocześnie zostałem zaproszony do Związku Europejskich Dziennikarzy Marinistycznych, VEUS, co również przekierowuje mnie mocniej na nieco dalsze wody.
Od dzisiaj w sieci - w języku niemieckim - jest oficjalna strona Fundacji Bromme, Carl Rudolph Bromme Gesellschaft Leipzig e.V.
W moich planach na obecny rok jest wzięcie udziału w szkoleniu dla Powietrznych Morskich Służb Ratowniczych i loty na Sea Kingach, przejście szkolenia dla pracowników platform wiertniczych (które ma dać mi zezwolenie odwiedzania tych ostatnich), rejs w ramach NATO-wskich manewrów na jednej z fregat rakietowych klasy 124 (okręty z tzw. własnościami stealth) oraz parę innych ciekawych przedsięwzięć. Mam nadzieję, że pozwoli mi to napisać kolejne ciekawe reportarze również dla polskich czytelników na łamach polskiej prasy.
Podczas gdy z Somalii nadeszło parę pozytywnych wiadomości, przynajmniej dla Greków, niemiecki świat żeglarski zmroziły wieści nie z tego świata. Ale… po kolei.
Somalijscy piraci zwolnili porwany przed siedmiu tygodniami grecki supertankowiec “Maran Centaurus”. Według Informacji, które potwierdziła mi europejska misja antypiracka, Atalanta, tankowiec już w poniedziałek kontynuował rejs. Samo zwolnienie nie przebiegło jednak bezstresowo. Grecy potwierdzili, że tuż po zrzuceniu okupu rywalizujące ze sobą bandy piratów zaczęły się nagle nawzajem ostrzeliwać, próbując przejąć całą sumę wyłącznie dla siebie. Co prawda nikt z 28-osobowej załogi nie został podczas tego incydentu ranny, ale sytuacja przybierała miejscami dramatyczny rozwój. Grecki VLCC został uprowadzony pod koniec listopada na północny wschód od Seszeli. Piraci zmusili załogę do szybkiego doprowadzenia go do brzegów Somalii. Spekulacje prasowe na temat planów odbicia jednostki przez grecki okręt wojenny okazały się, jak często w przypadku tego typu newsów, nieprawdą.
To tyle, jeśli chodzi o “good news”. Złe dotyczą niemieckiego żeglarza Bernta Lüchtenborga. W 2005 roku otrzymał on za swoją pięcioletnią, samotną włóczęgę wokół globu najbardziej prestiżową niemiecką nagrodę żeglarską, Trans Ocean. Jego wspomnienia zostały wydane w zupełnie udanej książce i dość “zielonodzioby żeglarz” - z żeglarstwem zetknął się na krótko przed swoim rejsem dookoła świata - cieszył się nagle sporym uznaniem.
Jeszcze w styczniu 2009 roku rozmawiałem z nim na łamach “Boot” w Düsseldorfie. Był krótko przed rozpoczęciem kolejnego opłynięcia globu. Tym razem miało być to podwójne przejście trasy, z wiatrem i pod wiatr. Bernt znalazł nie tylko sponsorów, ale i placówki naukowe oraz wspomagające dzieci, które “podwiesiły swoje loga i ideały na jego żagle”.
Tuż po wypłynięciu zaczęły jednak nadbiegać z różnych stron informacje, z których budziła się coraz bardziej gorsząca wizja.
Bańka pękła przed paru dniami, głównie za sprawą czasopisma “Yacht“. Berntowi zarzucono i udowodniono manipulowanie logu, wymyślanie dodatkowych tras, których nigdy nie zaliczył, okłamywanie zarówno świata żeglarskiego, jak i mediów. Suma sumarum kapituła Trans-Ocean odebrała mu 15.01 b.m. nagrodę, a sponsorzy zaczynją pukać o zwrot swoich udziałów. Sprawa ma jednak tak idiotyczne drugie dno, iż ma się wrażenie, że “coś takiego” nie może być absolutnie prawdą. Podobno nie można być aż tak głupim. A jednak.
Kogo bardziej pociąga ten temat - częsciowo mający swoje odpowiedniki po polskiej stronie - tego zapraszam do lektury “Jachtingu” w lutym.
Nawet jeśli wielu już wcześniej podnosiło oburzone głosy, sprawa jest szokująca. Może dlatego, że podobno morze kształci charaktery. Cóż, obojętne, Tiger Woods czy Bernt Lüchtenborg, “na Zachodzie bez zmian”, jakby to ujął Erich Maria Remarque.
Mój wyjazd i zajęcia po powrocie trwały dłużej, niż było w planie. Teraz z kolei pozostał już tylko czas na świętowanie. Tym samym:
spokojnych Świąt w gronie najbliższych oraz szczęśliwego Nowego Roku 2010 wszystkim odwiedzającym morski blog życzy
Leo
PS. Do “zobaczenia” w Styczniu!
Przepraszam za brak miekkich znakow, ale nie mam obecnie dostepu do technicznej mozliwosci pisania poprawnie po polsku. Niedlugo sie to zmieni, a starsze posty zostana poprawione..
One night in Bangkok: tak naprawde juz wiecej niz jedna, i rowniez poza granicami tego magicznego miasta. Nowe wrazenia, ktore jednoczesnie obudzily uspione wspomnienia z czasow pracy w Azji Poludniowowschodniej, dalyby sie przelozyc na pewno na wiecej niz jeden tylko artykul. Rowniez zrobione zdjecia sa w stanie stanac w szranki z niejednym storytellerem.
Tym samym niebawem wiecej na temat city don’t know that the city is getting, jak w swoim evergreenie o miescie aniolow spiewa ol`good Murray…
Zdjecie: Bangkok; w Dusit Thani Chatrium nad rzeka Chao-Phraya / Leo Walotek-Scheidegger
Niestety, ze względu na dwa projekty, w których obecnie biorę udział, nie jestem w stanie wstawiać nowych postów do około 16.12. Dziękuję z góry za wyrozumiałość i życzę wszystkim odwiedzającym 4mare.com dobrego adwentowego czasu.
Serdecznie pozdrawiam,
Leo
Zdjęcie: na pokładzie "Gorch Focka" / Leo Walotek-Scheidegger
Somalijskim pratom udało się uprowadzić po raz drugi jednostkę klasy VLCC (supertankowiec). W niedzielę, 29.11 porwali grecki supertankowiec “Maran Centaurus”, którego portem macierzystym jest Pireus. Załoga tankowca składa się z 28 członków załogi, w tym 9 Greków, 2 Ukrainców, jednego Rumuna i 16 Filipińczyków. Rzecznik prasowy europejskiej misji antypirackiej “Atalanta” potwierdził dzisiaj porwanie jednostki. 300.000-tonowy kolos transportował ropę naftową (na trasie wiodącej wokół Afryki przez Przylądek Dobrej Nadziei) do USA. Do ataku doszło około 1200km od wybrzeży Somalii.
Zdjęcie: amerykański zespół boardingowy z USS Chosin ćwiczy w Zatoce Adeńskiej / U.S. Navy, Mass Communication Specialist 1st Class Brandon Raile
O porwaniu powiadomił jeden z oficerów tankowca (obecne źródła podają zarówno kapitana, jak i jego zastępcę), dzwoniąc do greckiej straży przybrzeżnej. Ta przekazała informacje niezwłocznie greckiemu MSZ. Według informacji oficera, wszyscy członkowie porwanej załogi czują się dobrze. Greckie media podały, że (grecka) fregata “Adrias”, biorąca udział w antypirackiej misji UE Atalanta stara się zlokalizować porwany tankowiec, by odciąć piratom możliwość dopłynięcia do własnego wybrzeża.
“Maran Centaurus” jest drugim, po “Siriusie Starze“, VLCC, którego udało się porwać Somalijczykom.
Przed prawie dwudziestu laty znalazłem czas na dość mozolną - bo w oryginale - lekturę tajwańsko-chińskiego rysownika komiksów, Cài Zhìzhōnga (po polsku nie został nigdy wydany, ale ukazał się po angielsku i niemiecku). Cài przywrócił na powrót do życia - dzięki swoim komiksom - klasykę literatury chińskiej w Azji Południowowschodniej. Ba, przywrócił jej status bestsellera. Zastanawiałem się wtedy, kiedy w Europie ktoś wpadnie na podobny pomysł, zamiast narzekać na coraz mniejsze zainteresowanie starymi mistrzami. Lata mijały.
Niedawno ta niekonwencjonalna forma zainicjowała w Niemczech powstanie przepięknej bajki dla dzieci (i dorosłych). 250 lat po tym jak Friedrich Schiller napisał “Nurka” (Der Taucher), jego ballada została zilustrowana przez uznanego w swoim fachu Dietera Wiesmüllera. Koncept publikacji założył wyjście naprzeciw i dzieciom, i dorosłym. Jest doprawdy poruszającą lekturą.
Schillera zajmowała najczęściej sytuacja człowieka postawionego gdzieś pomiędzy życiem a śmiercią. Myślał obrazami, a jego język był głęboko sceniczny. Po dziś dzień temu dramaturgowi udaje się wywoływać obrazy powstające w wyobraźni czytelników jego dzieł. Dwa i pół wieku po nim interpretacją jego “Nurka” zajął się urodzony w 1950 roku Dieter Wiesmüller. Jego obrazy - bo ciężko je nazwać ilustracjami - przypominają dzieła najsłynniejszego bodajże przedstawiciela malarstwa romantycznego, Caspara Davida Friedricha. I na pewno są odbiciem obrazów wywołanych przez lekturę Schillera. Ballada, napisana w 1797 roku, opowiada o podłym królu, któremu dwa razy udaje się namówić odważnego młodzieńca do skoku z wysokiego klifu w odmęty morskie, za rzuconym przez władcę w toń złotym pucharem. Ilustracje Wiesmüllera zapierają dech w piersiach. Tak potwornie wzburzone morze, pokryte pieniącymi się grzywaczami znają najpewniej tylko wytrawni ludzie morza. Kunszt artysty nie mógł być bardziej udany: mały człowiek w obliczu potężnego żywiołu, który go przeraża, ale i nieodparcie przyciąga.
Genialnym pociągnięciem wydawnictwa Carlsen Verlag było podzielenie książki na dwie części. W pierwszej znajduje się cały epos Friedricha Schillera, w drugiej drukowane na dwóch stronach interpretacje Dietera Wiesmüllera. Lektura zadowala dorosłego, ale jeszcze bardziej dziecko, któremu ten pierwszy zaczyna opowiadać balladę własnymi słowami. Przed najmłodszymi otwiera się świat baśni, tworząc jednocześnie zalążek związku z klasyką literatury. W dwustupięćdziesięciolecie urodzin Friedricha Schillera - które miało miejsce 10 listopada b.r. - warto zanurkować w balladzie Schillera i odważyć się na skok w odmęty stworzone przez Wiesmüllera. Na status bestsellera książka zasłużyła już teraz, i na pewno nie jest to ocena na wyrost.
—
Der Taucher, Friedrich Schiller & Dieter Wiesmüller Carlsen Verlag
Rodzaj: książka dla dzieci, 5-7 lat
Rok wydania: październik 2009
Wydanie: 40 stron, twarda okładła, 32,8 x 24,8 x 1,2 cm
ISBN: 978-3551517166
Na pierwszej niemieckiej farmie wiatrowej Alpha Ventus zlokalizowanej na Morzu Północnym doszło do poważnego wypadku. Mężczyzna pracujący w wieży jednej z turbin wiatrowych spadł podczas pracy i doznał ciężkich obrażeń ciała. Na temat stanu zdrowia poszkodowanego nie podano więcej informacji. Ze względu na prawie trzymetrowe fale akcja ratunkowa nie mogła zostać przeprowadzona przez kuter ratowniczy. Poszkodowany został przetransportowany na ląd za pomocą helikoptera. Już na pokładzie śmigłowca udzielono mu pierwszej pomocy. Jest to pierwszy i jak dotąd jedyny wypadek na farmie. W ciągu siedmiu miesięcy budowy Alpha Ventus nikt nie doznał uszczerbku na zdrowiu.
Zdjęcie: Alpha Ventus, pierwsza niemiecka farma wiatrowa / Matthias Ibeler
Alpha Ventus jest projektem pilotażowym, którego koszt wyniósł 250 milionów euro. Firmy energetyczne EWE, E.ON i Vattenfall utworzyły konsorcjum, by umożliwić wspólnymi siłami powstanie farmy. Alpha Ventus ma wytwarzać rocznie energię dla 50.000 mieszkań. Wieże turbin zakotwiczone są na głębokości 30 metrów i stoją w odległości 45 kilometrów od wyspy Borkum. Gigantyczne wiatraki sięgają 155 metrów w górę. Z lądu jednak nie można ich zobaczyć, dlatego nie ucierpi na tym krajobraz. Turyści wciąż mogą się cieszyć niezmąconym horyzontem Morza Północnego. Wygląda więc na to, że ziemia wciąż jest okrągła.