Titanic - 100 lat później

2012
04.14

100 lat temu zatonął RMS Titanic. Katastrofa brytyjskiego transatlantyka, zwłaszcza w okrągłą rocznicę zatonięcia jednostki, po raz kolejny budzi mity i przesądy. I tym razem nie brak  ”alternatywnych” dowodów w prasie i telewizji mówiących o prawdziwych przyczynach zatonięcia. Jak wygląda prozaiczna prawda a co pozostanie mitem? O tym już niebawem więcej. Niecierpliwych zapraszam na program telewizyjny w TVP Info, rano, 15.04.12, poświęcony Titanicowi, w którym uchylę rąbka - technicznej - tajemnicy.

Zdjęcie: 10.04.1912, RMS Titanic opuszcza Southampton / F.G.O. Stuart (1843-1923), Wikipedia

Zdjęcie: 10.04.1912, RMS Titanic opuszcza Southampton / F.G.O. Stuart (1843-1923), Wikipedia

Ile kosztuje piractwo?

2012
03.21

Co jakiś czas pojawiają się w prasie informacje mówiące o “niewielkich kosztach”, jakie piractwo generuje światowej gospodarce. Najczęściej wspomina się o 100-250 milionach dolarów rocznie, które piraci uzyskują wymuszając okup. “Eksperci” często przeliczają tę sumę na około 20.000 statków, które rocznie przepływają przez Zatokę Adeńska. Z takiego rachunku istotnie wynika, że to “niewiele”.
Być może właśnie dlatego tak małym wsparciem opinii publicznej jak i mediów cieszą się misje wymierzone w piractwo: europejska Atalanta, natowska Ocean Shield, nie wliczając w to około 20 innych nacji, które regularnie patrolują z wyżej wymienionymi zagrożone obszary.
One Earth Future Fundation, amerykańska NGO, opracowała dokładne dane, które pozwalają z bliska przyjrzeć się somalijskiemu procederowi i szkodom jakie wyrządza światowej gospodarce. OEF szacuje straty na 7 miliardów dolarów rocznie (6.6-6.9 mld USD). Z ekspertyzy fundacji wynika, że 80% tych kosztów ponosi branża transportu morskiego, zaś 20% to wydatki publiczne. Najbardziej widoczne są koszta związane z szybszym przekroczeniem zagrożonych wód. Samo paliwo, które zostaje w ten sposób dodatkowo spalone, jest warte 2.7 miliarda dolarów. Drogi okrężne, jak kurs wzdłuż zachodnich wybrzeży Indii lub wokół Afryki (Przylądek Dobrej Nadziei), to dodatkowe 580 milionów dolarów.
1,1 miliarda wynoszą wydatki na techniczne zabezpieczenie jednostek lub/i prywatne zespoły ochrony. Podwyższone składki w firmach ubezpieczeniowych, to kolejne 635 milionów dolarów.

Foto: Oft genug täuscht die Ruhe. Guttes Wetter erhöht die Chancen der Piraten / Leo Walotek-Scheidegger

Zdjęcie: dobra pogoda jest najczęściej szansą dla piratów / Leo Walotek-Scheidegger

Inna organizacja zajmująca się intensywnie tym tematem, Oceans Beyond Piracy, szacuje szkody dla światowej gospodarki nawet na 12 miliardów dolarów rocznie.
Biorąc pod uwagę eksplodujące ceny paliwa, prywatna ochrona statków na terenach zagrożonych piractwem jest wciąż najlepszym, najtańszym i - jak sama nazwa wskazuje - najbezpieczniejszym rozwiązaniem.
Należy dodać, że wyżej wymienione koszta dotyczą tylko szkód wyrządzonych przez piratów operujących z Somalii. Ekspertyzy nie uwzględniają aktów piractwa u zachodnich wybrzeży Afryki, północnowschodnich Brazylii lub w innych regionach, gdzie piractwo w ostatnich latach na powrót zaczyna rzucać cień na morza.

Warszawa inwestuje w jakość życia mieszkańców i przyszłość Bałtyku

2012
03.20

Warszawskie, z całą pewnością zielone projekty - oczyszczalni ścieków “Czajka” oraz optymalizujący w przyszłości jej pracę tunel pod Wisłą - są inwestycjami zarówno w jakość życia własnych mieszkańców jak i w przyszłość Bałtyku. Koniec 2012 roku oznacza od 200.000 do 450.000 metrów sześciennych ścieków mniej - na dzień(!) - które mogłyby, jak obecnie, zostać wpuszczone w nurt największej polskiej rzeki i tym samym dostać się do morza.
Tunel pod Wisłą, jaki miałem możliwość odwiedzić wczoraj wraz z dyrektorem Urzędu Infrastruktury, panem Leszkiem Drogoszem, doprowadzi ścieki lewobrzeżnej Warszawy do oczyszczalni ścieków “Czajka“. Od końca 2012 roku do Wisły “Czajka” odprowadzać będzie czystą wodę. Jest to bardzo poważny krok podnoszący jakość życia mieszkańców stolicy. Być może pewnego dnia, jak w szwajcarskim Bernie leżącym nad Aarą, będzie się można bez obawy kąpać w Wiśle. Inwestycje te są również ważne dla Bałtyku, który regularnie dusi się pod wpływem kwitnięcia alg. Eutrofizacja Morza Bałtyckiego jest bardzo poważnym problemem, a sama Polska należy do krajów dotąd najmocniej zanieczyszczających również swoje morze. Aż w 36% odpowiada za użyźnienie wód morskich. Ma to jak najbardziej negatywny wpływ na inne aktywności polskiej gospodarki, jak rybołówstwo czy turystyka.  Masowy rozwój organizmów fitoplanktonowych, powodujących w powierzchniowej warstwie morza zakwity jest jednym z głównych hamulców rozwoju życia pod powierzchnią wody. A ekosystem Bałtyku nie należy do specjalnie stabilnych. Stan jednego z najmocniej komunikacyjnie i “ściekowo” eksploatowanych mórz ziemi pogarsza się z roku na rok.

Foto: Warschauer Infrastruktur-Direktor Leszek Drogosz, im Tunnel unter der Weichsel / Leo Walotek-Scheidegger

Zdjęcie: Dyrektor warszawskiego Biura Infrastruktury, Leszek Drogosz, w tunelu pod Wisłą / Leo Walotek-Scheidegger

Sam tunel wybudowano między innymi przy wykorzystaniu niemieckiego know-how inżynieryjnego. Maszyna wiercąca tunel, tzw. TBM - tunnel boring machine - należy do niemieckiej firmy  Herrenknecht AG. Specjalne płyty, odpowiedzialne zarówno za stabilność konstrukcji jak i jej szczelność, zostały zaprojektowane w Niemczech a wykonano je w Poznaniu. Gigantyczna “wiertarka” pozostanie jeszcze jakiś czas w Warszawie. Będzie drążyć tunele pod warszawskie metro.
Oczyszczalnia “Czajka”, jak i tunel, ukazują w fantastyczny sposób, jak owocna może być współpraca zarówno w ramach Unii Europejskiej jak i wśród krajów nadbałtyckich. Projekt, który z dnia na dzień przybiera coraz realniejsze kształty nie jest jedynie zasługą Polaków i Niemców. Stoi za nim zarówno długa i cierpliwa agitacja Finów z John Nurminen Foundation, jak i energiczne ale i pełne przekonania działania obecnego dyrektora Biura Infrastruktury, Leszka Drogosza. To jego rzetelnej argumentacji w rozmowach z Hanną Gronkiewicz-Waltz dzisiejsza oczyszczalnia zawdzięcza nowoczesną spalarnię odpadów, które na koniec otrzymuje się przy oczyszczaniu ścieków. Z kolei celem Fundacji Nurminena od roku jej powstania - 1992 - jest praca na rzecz ratowania Bałtyku. Teraz Bałtyk i Wisła staną się czystsze: dzisiaj swój wkład ma w tym również stolica Polski.

Foto: Kläranlage Czajka in Warschau, eine der modernsten ihrer Art in Europa / Leo Walotek-Scheidegger

Zdjęcie: Warszawska oczyszczalnia ścieków "Czajka", jedna z najnowocześniejszych w Europie / Leo Walotek-Scheidegger

Cała naprzód… na glonach!

2012
02.09

Jedno z biopaliw trzeciej generacji pochodzi z glonów. Czy to science fiction? Nie, glony o których tu mowa to jednokomórkowe organizmy fotosyntetyzujące. Do życia potrzebują zaledwie światła słonecznego, wody morskiej - słodkowodne mają zbyt mały potencjał, by sprostać zapotrzebowaniom energetycznym ludzkości - dwutlenku węgla i soli mineralnych. W sprzyjających warunkach glony rozmnażają się bardzo aktywnie i masowo. Z powodzeniem potrafią zepsuć plany wakacyjne milionów ludzi. Niektóre z nich podwajają masę własną w ciągu zaledwie jednej doby. Tłuszcze tej alternatywnej biomasy są najważniejszym składnikiem energonośnym. A przy tym glony są w stanie wytworzyć ich od 10 do 100 razy więcej, niż palma oleista, rzepak, kukurydza czy soja. I oto pojawiają się pierwsze lecz bardzo konkretne kroki mające na celu sprawdzenie przydatności alg w kwestii energetycznej.
Czy to alternatywne paliwo ma szansę w maszynowniach statków? To pytanie stawia sobie obecnie Maersk Group, w kooperacji z marynarką wojenną USA, US Navy. Jedna z jednostek duńskiego armatora, Maersk Kalmar, jest przy tym przysłowiowym królikiem doświadczalnym. Statek kursuje na stałej trasie, Bremerhaven (Niemcy) - Pipavav (Indie), zawijając jednocześnie do kilku innych portów po drodze. Podczas aktualnej, 6.500 milowej podróży, Kalmar będzie spalał niecodzienne paliwo: 30 ton, które uzyskano z glonów. Grupa inżynierów - pracująca w różnych spółkach armatora, Maersk Line, Limited, Maersk Maritime Technology - będzie czuwała nad projektem na pokładzie statku. Kalmar nie płynie na tym paliwie, 30 ton to za mało, jak na tą odległość. Glonowe paliwo będzie jednak utrzymywało przy życiu elektronikę pokładową podczas rejsu. Za tym testem stoi oczywiście pomysł, by ten prawie 300-metrowy statek pewnego dnia popłynął tylko i wyłącznie na “zielonym paliwie”.
Właściwości alternatywnego źródła są porównywalne z MGO (marine gas oil). Jeśli naszą misję zakończymy pomyślnie, nie ma przeciwwskazań by statek pływał na tym biopaliwie, powiedział Klaus Jørgensen, inżynier z Maersk Maritime Technology. Czy przyszłość w końcu się zaczęła?

Foto: Edith Maersk, eines der Big Eight, größten acht Schiffe vom Maersk / maerskline.com

Zdjęcie: Edith Maersk, jeden z Big Eight: największych jednostek armatora, tzw Klasy-Emma-Mærsk, zaledwie 90 metrów większej niż Maersk Kalmar / maerskline.com

Dłuższa przerwa

2012
02.09

Po dłuższej przerwie - jedna z moich córek przebywała w szpitalu - wracam do publikacji na łamach mojej strony 4mare.com. Niebawem, w starym dobrym stylu, wiecej z morza i o morzu.
Tragicznych w skutkach zdarzeń na morzu w okresie świątecznym i noworocznym nie brakowało. Na Morzu Ochockim, około 170 mil morskich na północnywschód od Sachalinu zatonęła rosyjska platforma wiertnicza, “Kolskaya”. Holowana podczas sztormu platforma doznała poważnych uszkodzeń. Zatonęła w niespełna 20 minut. Z 67 ludzi na jej pokładzie holującym ją jednostkom udało się uratować z lodowatej toni zaledwie 14 osób. Rosyjskie media potwierdziły zlekceważenie wielu zasad bezpieczećstwa podczas holowania, co w rezultacie doprowadziło do feralnego końca.
W nocy z 22 na 23 grudnia doszło do tajemniczego ostrzału niemieckiego frachtowca. Na terenie wód terytorialnych Niemiec cywilna jednostka została przestrzelona na wylot pociskiem nieznanego pochodzenia. Mówi o tym mój artykuł w hamburskim Hamburger Abendblatt, a niebawem opiszę ten incydent na łamach “Fokusa Śledczego“.
W mediach w zasadzie nie poruszono zatonięcia tankowca “Dola 3″, którego tragedia miała miejsce zaledwie dwa dni po wypadku Costa Concordii. Ta ignorancja może być przypisana wyłącznie paparacyjnej uwadze, z jaką media przylepiły się do miernego przedstawiciela zawodu oficera nautycznego, jakim kazał się być kapitan Schettino.
Południowokoreański tankowiec transportujący benzynę, “Doola 3″, zatonął na Morzu Żółtym, zaledwie 18 mil morskich od portu w Inczhon. W wyniku niewyjaśnionej eksplozji statek przełamał się w pół i zatonął w pobliżu wybrzeża.
Nie mniej tragicznie zakończyła się podróż wietnamskiego frachtowca “Vinalines Queen”. Transportujący 54.000 ton rudy niklu na Morzu Filipińskim statek wywrócił się 25 grundia stępką do góry w dziesięciometrowych falach i w krótkim czasie zatonął. Jedyny członek załogi, któremu udało się przeżyć tę tragedię, uratowany został dopiero 30 grudnia przez frachtowiec “London Courage”. 22 osoby z 23 osobowej załogi poniosły śmierć.
Morze jest i pozostanie żywiołem nieobliczalnym. Co nie znaczy, że utraci coś z fascynacji, jaką budzi w człowieku. Niebawem więcej o słonowodnych tematach.

Zdjęcie: morze, nie zawsze tak spokojne... / Leo Walotek-Scheidegger

Zdjęcie: morze, nie zawsze tak spokojne... / Leo Walotek-Scheidegger

Morski… kalendarz adwentowy 2011!

2011
12.02

Po raz kolejny 4mare.com prezentuje morski kalendarz adwentowy 2011!

Przy tej okazji chciałbym życzyć wszystkim moim przyjaciołom, partnerom biznesowym, wydawnictwom, redakcjom oraz naturalnie moim szanownym czytelnikom i czytelniczkom - na lądzie i na morzu - radosnych świąt i szczęśliwego nowego roku 2011!

Merry Christmas and a Happy New Year - Hyvää joulua ja onnellista uutta vuotta - Kamgan Ukudigaa - З Новым годам - E güeti Wïnâchte un e gleckichs Nej Johr - Glædelig jul og godt nytår - ᖁᕕᐊᓱᒡᕕᒻᒥ ᖁᕕᐊᓱᒋᑦ/ ᖁᕕᐊᓱᕝᕕᓯᐅᑦᓯᐊᕆᑦ ᐊᒻᒪ ᕿᑎᙳᒪᕆᒃ - Schöni Wienachte und e guets neus Jahr - Καλά Χριστούγεννα! - 明けましておめでとうございます - Joyeux Noël et bonne année - Feliz Natal e próspero ano novo - Rõõmsaid Jõulupühi - Gledhilig jól - 즐거운 성탄절 보내시고 새해 복 많이 받으세요 - God jol og godt nyttår - Geseende Kerfees - Glæd Geol and Gesælig Niw Gear - A Blythe Yule an a Guid Hogmanay - ᑯᕕᐊᓇᒃ ᐃᓄᕕᐊ - Maligayang pasko at manigong bagong taon - Wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku - God jul och gott nytt år - สุขสันต์วันคริสต์มาส และสวัสดีปีใหม่ - Yeni yılınızı kutlar, sağlık ve başarılar dileriz - Veselé vánoce a šťastný nový rok

wish you
Leo

Click the picture please or this link!

The perfect storm: 20 lat później

2011
11.04

Dokładnie przed dwudziestu laty - 4.11.1991 - na Północnym Atlantyku zakończył się sztorm stulecia, opisany później w książce Sebastiana Jungera “Gniew oceanu”. Fanom kina znany jest film o tym samym tytule, z Georgem Clooneyem i Markiem Wahlbergiem w rolach głównych, w reżyserii Wolfganga Petersena (Petersen zaadoptował dziennikarski pierwowzór Jungera).
The 1991 Perfect Storm zwany również jako Halloween Nor’easter of 1991, powstał w wyniku nałożenia się na siebie trzech frontów meteorologicznych: “gasnącego” huraganu Grace, dodatkowego systemu niżowego, który akurat zaczął przekształcać się w huragan i potężnego frontu zimnego powietrza, które nadciągnął znad Wielkich Jezior. Te trzy ekstremalne systemy pogodowe nie odbiły się od siebie, jak początkowo przypuszczano lecz wchłonęły się nawzajem tworząc gigantyczny orkan.
Tytuł amerykańskiego orginału “Perfect storm” może epatować przesadą, jednak określenie “perfekcyjny” pochodzi nie od reżysera czy autora książki. Nadany on został orkanowi przez meteorologów. W znaczeniu tych ostatnich orkan był tworem perfekcyjnym zarówno jeśli chodziło o jego wyjątkowo rzadkie warunki powstania jak i potencjał niszczącej siły, jaką dzięki temu rozwinął. Wielu naukowców i meteorologów, którzy wówczas opracowywali na bieżąco otrzymywane informacje jeszcze dzisiaj mówią “jeszcze gorzej wtedy nie mogło być”.

Foto: eine Einheit der amerikanischen Küstenwache nähert sich während des Jahrhundertssturms der Yacht Satori / USCG

Zdjęcie: Helikopter amerykańskiej straży przybrzeżnej zbliża się podczas sztormu stulecia do jachtu Satori, 75 mil morskichna południe od Nantucket Island, 1991 / USCG

W jaki sposób powstają fenomenty tego typu? Ich siłą napędową są tzw. jetstreams zwane po polsku prądami strumieniowymi. Są to wąskie strumienie przenoszące z prędkością przynajmniej 100km/h olbrzymie masy powietrza pomiędzy górną częścią troposfery a dolną stratosfery. Jetstreamy wieją zawsze z zachodu na wschód. Huragany, fronty chłodne, jak również tropikalne strefy konwergencji w pewnym momencie swojego rozwoju są “porywane” przez prądy strumieniowe i pędzone przez nie na wschód. Cechą typową dla jetsreamów jest to, że nie wieją ze stałą siła, lecz zachowują się podobnie do pracującego pod ciśnieniem węża strażackiego, który wyrwie się strażakom z rąk: zaczynają się wściekle wić. Zachowania tego tego typu potrafią doprowadzić do powstania huraganów wielkości całego kontynentu. Nad Północnym Atlantykiem fenomeny tej wielkości powstają nad Arktyką. Są to potężne fronty chłodne zwane antycyklonami, ponieważ tworzące je warstwy zimnego powietrza kręcą się od wewnątrz przeciwlegle do ruchu wskazówek zegara. Na ich frontalnej flance powstają systemy niskiego ciśnienia, które czasem potrafią przerodzić się w huragan. Kiedy dokładnie i dzięki czemu ruch mas powietrza może przeobrazić się niszczycielski żywioł, co dokładnie stanowi zapalnik powodujący jego nieodwracalne powstanie, na ten temat naukowcy spierają się po dziś dzień. Człowiek na obecnym poziomie swojej wiedzy nie jest w stanie dać na te pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Pewnym jest, że huragany powstają w miejscach, gdzie prądy strumieniowe natrafiają na subtropikalne masy powietrza. W Ameryce Północnej do takich regionów zalicza się okolicę Wielkich Jezior, Prąd Zatokowy - Golfsztrom - przed Cape Hatters oraz południowe Appalachy.
Ponieważ powietrze wokół tych huraganów kręci się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara nadciągają one zawsze z północnego-wschodu. Właśnie dlatego nadano im nazwę Nor’ easters. Z jaką siłą te niszczycielskie twory pogodowe zabierają się za swoje żniwo uwidacznia ich potoczna nazwa, jaką posługują się amerykańscy meteorolodzy: the bombs, bomby.
Pod koniec roku 1991 pogoda załamała się wprost w fatalny sposób. Boje meteorologiczne, które Amerykanie i Kanadyjczycy utrzymują dla celów naukowych rozstawione pomiędzy Bostonem a Grand Banks, przekazywały w dniu rozpoczęcia orkanu informacje najpierw o doskonałej pogodzie dla żeglarzy, a godzinę później powstanie 7-11 metrowych fal i wiatru o sile około 80 węzłów (to w przybliżeniu 140,16 km/h).
Podczas sztormu stulecia zginęło 13 osób. Jednym z tych, którym się udało, był - pisałem o tym na łamach “Naszego Morza” - niemiecki kapitan Emil Feith, który znajdował się na mostku dowodzonej przez siebie “Svea Pacific”.
Rybacy z kutra “Andrea Gail” - pokazani w “Gniewie Oceanu” - należeli do zaginionych. Tak książka Jungera, jak i film Petersena opowiadają również epizod jachtu “Satori”, którego załoga uratowana została przez amerykańską straż przybrzeżną, US Coast Guard. Skiper jachtu, Ray Leonard, nie odegrał przy tym specjalnie bohaterskiej roli (w filmie jacht nosi nazwę “Mistral”). Leonard do dzisiaj zaprzecza temu, że jego rola została pokazana zgodnie z prawdą. Straży przybrzeżnej zarzuca zmuszenie go do opuszczenia swego jachtu (który z lekkimi uszkodzeniami został później odnaleziony). Wygląda jednak na to, że żeglarz zapomniał - co potwierdziły dwie kobiety żeglujące wtedy z nim na jachcie - że podczas sztormu zaczął pić dla uspokojenia alkohol, a następnie wpadł w stan apatii. Obydwie kobiety, zdając sobie sprawę, że nie podołają w dwójkę tak potężnemu sztormowi zdecydowały się na wezwanie pomocy. Leonard swoją postawą potwierdza, że po fakcie - będąc przy życiu i na suchym lądzie - zawsze ma się ostatnie, jedynie słuszne zdanie. Nie da się jednak ukryć, że bez amerykańskiej straży przybrzeżnej liczba zaginionych byłaby wyższa.
Szkody, których dokonał szturm oszacowano na około 200 milionów dollarów.
4mare wspomina dzisiaj nie tylko tych, którzy zostali wtedy na morzu, ale również tych, którzy zaryzykowali własnym życiem, by nieść pomoc innym. W dniach 28.10-1-11.1991 były to głównie załoga kutra US Coast Guard “Tamaroa”,  oraz załogi dwóch śmigłowców ratunkowych . Jedna z maszyn musiała przymusowo wodować podczas sztormu, so spowodowało śmierć jednego z pilotów.

Nad Chao Phraya…

2011
09.13

Poraz kolejny  wylądowałem w Mieście Aniołów, cytując stary dobry kawałek Murraya Heada. Bangkok jest nie tylko niesamowicie pięknym miastem, jest przede wszystkim fascynującym miejscem, być może nawet zjawiskiem. Jest swego rodzaju wirusem, albo się go ma albo nie. To prowadzi do sytuacji, w których nawet dobry drink jest mniej warty niż wizja ustrzelenia najlepszego zdjęcia danego wieczoru.
Jestem nieprzerwanie zdania, że designerzy projektujący wygląd miast w trzech ostatnich odcinkach Gwiezdnych Wojen - zwłaszcza w przypadku Coruscant - oparli się o własne wspomnienia z nad rzeki Chao Phraya. Bangkok jest bezsprzecznie planetą.
Temat, który pojawia się na łamach 4mare.com musi być “morski”, choć niekoniecznie słonowodny. Moja długa nieobecność spowodowana była między innymi rejsem po Rzece Kwai, zakończonym wejściem na znany z powieści i późniejszego filmu most.
Niebawem więcej na ten temat, tymczasem dziękuję za cierpliwość i wyrozumiałość ujęciem “błękitnej godziny “Bangkoku.

Zdjęcie: Bangkok, metropola nad Chao Phraya / Leo Walotek-Scheidegger

Zdjęcie: Bangkok, metropola nad Chao Phraya / Leo Walotek-Scheidegger

Niemcy przejmują dowodzenie operacją Atalanta

2011
07.12

Niemiecka Marynarka Wojenna przejmuje w najbliższym czasie kierowanie europejską misją antypiracką Atalanta. W poniedziałek, 18 lipca, fregata BAYERN, jedna z czterech fregat klasy Brandenburg, opuszcza swój port macierzysty w Wilhelmshaven, by u Rogu Afryki przejąć rolę okrętu flagowego i dowodzenie misją. Dokładnie od 13 sierpnia przez cztery miesiące Niemcy będą kierować europejską mini-armadą.
Fregatą BAYERN dowodzi Fregattenkapitän Andreas-Peter Graf von Kielmansegg (44). Jego okręt będzie potrzebował dwóch tygodni na tranzyt, by dotrzeć do strefy działania. Na wodach Adenu zajmie jednocześnie miejsce fregaty NIEDERSACHSEN, której służba w ramach Atalanty dobiegła końca.
Dowodzenie Atalantą przejmie admirał Thomas Jugel (53), dowódzca niemieckiej Pierwszej Flotylli. Poza Niemcami w operacji biorą udział inne państwa członkowskie UE: Belgia,  Francja, Grecja, Włochy, Luksemburg, Niederlandy, Hiszpania i Szwecja. Polski wciąż brak.

Fregata zabiera ze sobą dwa śmigłowce typu Sea Lynx MK88A. Wchodzą one w skład 3 Dywizjonu Morskiego “Graf Zeppelin”, który stacjonuje w Nordholz. Miałem okazję odwiedzić tą jednostkę w zeszłym roku. Wysyła ona regularnie na potrzeby Atalanty samoloty zwiadowcze Lockheed P-3 Orion.
Na pokładzie okrętu znajduje się również odzdział specjalny, tzw. Mobile Protection Element (MPE). Jego zadaniem jest ochrona fregaty przez zagrożeniem z bliska - np. przez speedbooty - jak i kontrola podejrzanych łodzi i statków na wodach wokół Somalii.

Foto: F217 Bayern auf Kurs! / Marine, PIZ Marine

Zdjęcie: F 217 BAYERN całą naprzód! / Marine, PIZ Marine

Maersk zamawia statki wiertnicze

2011
07.11

A.P. Moeller-Maersk - koncern kojarzony głównie z największymi kontenerowcami - inwestuje dalej w swoją działalność wydobywczą. Duński koncern zamówił dwie nowe jednostki w Korei Południowej. W stoczni Samsung Heavy Indus­tries zostaną zbudowane dla Duńczyków kolejne dwa statki wiertnicze, tzw. ultra-deepwater drillships. Ich praca będzie podlegała bezpośrednio koncernowi-córce, Maersk Drilling, zajmującej się tylko wydobyciem ropy i gazu na morzu. Obydwa statki mają zostać oddane do użytku w drugim i trzecim kwartale 2014 roku. Inwestycja Maerska opiewa na sumę 1,3 miliarda dolarów.
Dyrektor generalny Maersk Drilling, Claus Hemmingsen, zarysował ostatnio wyraźnie cele strategii, którą kieruje się podlegająca mu firma: Czujemy się na siłach, by niebawem należeć do najważniejszych graczy, jeśli chodzi o segment wydobycia głębinowego -  powiedział w zeszłym tygodniu.

Foto: So sollen sie aussehen: Das Design der beiden Ultra deepwater drillship design / Maersk Drilling

Zdjęcie: Tak będą wyglądały: design obydwu nowych zamówień / Maersk Drilling

Obydwie jednostki będą liczyły 228 metrów długości, a ich design nie będzie odbiegał od zamówionych przez Maersk w kwietniu tego roku dwóch innych statków wiertniczych. Wstystkie jednostki mają operować do głębokościach 3.650 m i nawiercać szyby do 12.200 m. 230 osób znajdzie na dwóch ostatnich pracę, będzie to zarówno załoga, jak i zespół inżynieryjny.